FANDOM


Spokój. Oto czego potrzebowałem, by móc się skupić i dokończyć moją najnowszą powieść. Dlatego sprzedałem moje małe mieszkanie w centrum dużego miasta i kupiłem dom samotnie stojący na skraju lasu, tuż obok niewielkiego jeziora. Właściciel potrzebował pieniędzy na wczoraj i odsprzedał mi go w okazyjnie niskiej cenie, razem z całym wyposażeniem. Wprowadziłem się od razu.

Lubię wiedzieć wszystko o miejscu, które zamieszkuję. Podczas wizyty w okolicznej wsi postanowiłem więc wypytać się mieszkańców o historię tej okolicy. Zdziwiło mnie ich wrogie podejście i niechęć do mnie, gdy dowiadywali się, iż jestem nowym właścicielem domu na skraju lasu. Jedynie staruszka, którą napotkałem tuż przed powrotem do domu, okazała zainteresowanie. Właśnie od niej dowiedziałem się o burzliwej historii wsi. Jeśli wierzyć jej słowom, las obok którego mieszkam wzrósł na ciałach żołnierzy poległych w potyczkach partyzanckich, które miały tam miejsce. Wielu zabitych nigdy nie odnaleziono, po prostu pochłonęła ich ziemia. Mało tego, przed parunastu laty miała tu miejsce seria okrutnych morderstw dokonanych na mieszkańcach wsi przez przyjezdnego. Wtedy zrozumiałem niechęć lokalnych tubylców do mnie - w małych społecznościach takie wydarzenia zapadają w pamięć na długie lata. Podziękowałem staruszce i już chciałem odejść, gdy ta nagle dodała: „uważaj na siebie, młody człowieku”. Niby normalne słowa, które starsze kobiety często wypowiadają do znacznie młodszych od siebie ludzi, ale poczułem się dziwnie. Struna mojej duszy odpowiedzialna za odczuwanie niepokoju została poruszona. Prócz tego dojrzałem w jej spojrzeniu... Współczucie? „Zabobony, to wszystko zabobony, stary” starałem się uspokoić w myślach. Pomogło. Wróciłem do domu.

Pierwsza noc nadeszła niespodziewanie szybko i przyniosła ze sobą wiele koszmarów. Budziłem się w nocy w nieregularnych, choć krótkich odstępach czasu, zlany potem i przerażony mocą własnej wyobraźni. W moich snach dom nie stał na twardym gruncie, ale na stercie ciał w różnym stopniu rozkładu. Niektóre były świeże, a inne obróciły się w kupy kości. Cały las usłany był trupami, a drzewa zamieniły się w ogromne miecze, które tkwiły głęboko wbite w stosy zmarłych. Spadł deszcz w postaci nabojów, które przebijały ze świstem ciała. Dookoła utworzyły się kałuże krwi. Ale nie to było najstraszniejsze. Najbardziej przerażał mnie paniczny śmiech, który towarzyszył temu widokowi. Co gorsza, był to mój śmiech, lecz nie ja byłem jego źródłem. Sen powtarzał się za każdym razem, gdy próbowałem usnąć. Powitałem świt z przekrwionymi oczami i bolącą głową, a nocne koszmary zrzuciłem na karb zmęczenia i diametralnej zmiany mojego otoczenia.

Z domu postanowiłem wyjść dopiero po południu. Mimo irracjonalnych obaw, po otworzeniu drzwi las wyglądał zupełnie normalnie, nie zobaczyłem żadnych stosów ciał czy też krwawych kałuż. Udałem się na spacer w głąb lasu, by lepiej poznać otaczający mnie teren.

Po około półgodzinnym spacerze dotarł do moich uszu dźwięk zupełnie niepasujący do leśnego otoczenia- piękna melodia wygrywana na skrzypcach. Skierowałem się w stronę źródła owego dźwięku. Najciszej jak mogłem, by nie spłoszyć wirtuoza, stanąłem tuż za drzewem i podziwiałem perfekcjonizm osoby grającej. Była nią młoda kobieta, na oko od niedawna pełnoletnia. Jej twarz była ukryta za długimi, brązowymi włosami, więc nie mogłem jej dojrzeć. Skrzypce dzierżyła w lewej dłoni, natomiast w prawej smyczek poruszał się z niebywałą szybkością i gracją trącając struny. Zachwycony jej grą postąpiłem o krok do przodu i drobna, sucha gałązka pękła pod moim ciężarem. Dziewczyna słysząc hałas przestała grać i spojrzała lękliwie w moją stronę. Stanąłem jak zaczarowany na widok jej twarzy. Była zdecydowanie piękną kobietą, ale jej oczy.. Były zdecydowanie najpiękniejszymi, jakie miałem okazję ujrzeć w życiu. Były duże, szmaragdowe i niewinne jak oczy dziecka. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, uciekła zostawiając mnie samego. Udało mi się wrócić do domu przed nastaniem nocy. Nie męczyły mnie już koszmary, śniłem o jej fosforyzującym spojrzeniu.

Czas upływał bardzo szybko, a ja codziennie o stałej porze wracałem do miejsca, gdzie po raz pierwszy ją spotkałem. Ona też tam zawsze była i grała. Różne były to melodie, od wesołych i skocznych utworów, aż po smutne i depresyjne. Nie znałem wcześniej żadnego z nich, widocznie były stworzone przez nią, pokazywały odbicie jej emocji. Wiedziała o mojej obecności i zaczęła ją tolerować, lecz nie powiedzieliśmy do siebie nawet pojedynczego słowa. Aż do dnia, kiedy nad nami zebrały się burzowe chmury, a cały las zamilkł. Zapowiadała się naprawdę potężna burza. W chwili, gdy zaczęło padać podszedłem do niej i podałem jej dłoń. Po chwili wahania chwyciła mnie pod ramię i ruszyliśmy szybkim krokiem do mojego domu.

Z chwilą, gdy przekroczyliśmy próg na zewnątrz rozpoczęło się prawdziwe piekło. Słyszałem, jak woda z jeziora dziko uderza o brzeg. Dźwięk pękającego drewna upewnił mnie, iż molo będę musiał własnoręcznie odbudować. „Dziękuję”- słowa młodej muzykantki wyrwały mnie z zamyślenia. Jej głos był równie delikatny i efemeryczny jak spojrzenie. Zaczęliśmy rozmawiać przy winie, siedząc w moim salonie. Długie godziny spędziliśmy przy tej rozmowie, a alkohol lał się wręcz nieprzerwanym strumieniem. W końcu jej dłoń powędrowała do karafki i zatknęła korek dokładnie wtedy, gdy jej wargi spotkały się z moimi. Wylądowaliśmy w sypialni, a burza za oknem tylko rozpalała nasze żądze. Czułem jej paznokcie wbijające się spazmatycznie w moje plecy. Czułem też strużki krwi, które pojawiły się w miejscu głębokich zadrapań. Nie zważałem na to. Podczas gdy najpotężniejszy grzmot roztoczył się po nocnym niebie, oboje wydaliśmy z siebie głośny krzyk rozkoszy. Padliśmy obok siebie, zupełnie wyczerpani. Burza za oknem powoli dogorywała...

Rano obudziło mnie głośne łomotanie do drzwi. Wyjrzałem przez okno i przeraziłem się nie na żarty. Grupa okolicznych wieśniaków stała przed moimi drzwiami uzbrojona w sierpy i widły, a na ich czele stała ta sama staruszka, która była dla mnie życzliwa. Chciałem udać, iż mnie nie ma, ale jeden z mężczyzn nieszczęśliwie zauważył moją twarz w oknie i zaczął krzyczeć, wskazując na mnie palcem. Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu jakiegoś odzienia. Dopiero wtedy zorientowałem się, że dziewczyna zniknęła. Znalazłem wczorajszą koszulę i spodnie, po czym zbiegłem w dół po schodach, by otworzyć drzwi wejściowe nim zostaną wyłamane. Bałem się tych wiejskich dzikusów, cholernie się bałem.

Ogrom zniszczeń spowodowanych przez burzę zaszokował mnie. Słabsze drzewa opierały się wyrwane z ziemi o ich silniejszych kuzynów, a drewniane fragmenty z pomostu dopłynęły jakimś cudem aż pod moje drzwi. Jednak nie miałem tego przywileju, by kontemplować nad rozmiarem siły żywiołu, gdyż starsza kobieta przygwoździła mnie do ściany budynku z siłą, o jaką bym jej nie podejrzewał. „Była tu!!” Krzyknęła mi wprost w twarz z obłędem w oczach. W końcu postanowiłem dowiedzieć się o co tu chodzi i wyjawić jej prawdę. No, częściową prawdę.

Uspokoiła się znacznie, gdy dowiedziała się ode mnie, iż młoda dziewczyna jedynie przeczekała burzę i odeszła. Cały czas uroczyście przysięgałem, że do niczego między nami nie doszło, a ona wciąż szeptała „Jeszcze... Jeszcze, dzięki Bogu”. Niewiele zrozumiałem z jej wyjaśnień. Kobieta starała się mi wmówić, że moja nowa przyjaciółka jest demonem w ludzkiej skórze. Słuchając tych słów oparłem się wygodnie w fotelu, by powstrzymać wybuch śmiechu. Gdy moje plecy dotknęły oparcia skrzywiłem się z bólu, gdyż wczorajsze rany dały o sobie znać. Spostrzegawcza staruszka zauważyła mój grymas i na nowo zaczęła się wypytywać, tym razem „czy nie zostałem naznaczony czarcim znakiem”. Jednak w tej chwili nie wytrzymałem- zacząłem się śmiać. Obraziła się. Wstała i zaczęła zbierać się do wyjścia. Kiedy już przekraczała próg usłyszałem z jej ust, że tym razem za głupotę jednostki nie zapłaci cała wieś, dlatego nigdzie się nie ruszę bez dwóch wieśniaków u boku. Nie wiedziałem jeszcze wtedy o co jej chodzi i skąd taka decyzja. Jednak wyglądała na znacznie spokojniejszą po naszej rozmowie.

Wieczór powoli zapadał, a ja dalej nie mogłem opuścić mojego domu, który stał się więzieniem. Postanowiłem wziąć prysznic. Odkleiłem delikatnie koszulkę od ran na plecach, które zdecydowałem obejrzeć w lustrze. Zakrztusiłem się własną śliną, gdy ujrzałem na swoich plecach wydrapany kształt pentagramu skierowanego w dół. Prysznic stracił nagle na znaczeniu, ponieważ przypomniałem sobie słowa staruszki. „Czarci znak...” wyszeptałem bezwiednie. Od lustra oderwał mnie hałas, jaki zapanował na zewnątrz domu. Usłyszałem męski krótki krzyk, a potem drzwi frontowe otworzyły się. „A więc jednak po mnie przyszli” pomyślałem na chwilę przedtem, nim ujrzałem ją.

Szmaragd jej oczu skrzył się w ciemnościach mojego przedpokoju. W otwartych drzwiach widziałem wieśniaka leżącego z rozoranym gardłem. Krew tryskała z tętnicy niczym woda z węża ogrodowego pod ciśnieniem. Ciche słowa „jesteś już mój”, które wyszeptała wprost do mojego ucha, przewierciły mój umysł na wylot i rozbiły moją jaźń na części. Wciąż wtulona do mojej szyi wyjaśniła, że pentagram, który mam na plecach jest jej podpisem pod umową, a moim wkładem i jednocześnie zgodą jest owoc ubiegłej nocy- tu sugestywnie skierowała moją dłoń na swoje podbrzusze. I wtedy...

...doznałem najgorszego uczucia w życiu. Po prostu zostałem wypchnięty z własnego ciała, w które weszła ona. Moja własna twarz zwróciła się w moją stronę. Oczy osadzone głęboko w czaszce były szmaragdowe. Usta wydęły się i podmuch powietrza rzucił mną przez dom, wypychając za drzwi. Tym razem nie zobaczyłem lasu, który tak dobrze poznałem. Na zewnątrz roiło się od trupów i krwawych kałuż. Drzewa stały się długimi mieczami, które tkwiły wbite aż po rękojeści w ciała. Tym razem mogłem zobaczyć, że zmarli byli odziani w mundury wojskowe. Przynajmniej ci, których ciała nie rozpadły się zupełnie. W tle słyszałem paniczny śmiech. Dochodził wprost z moich ust. Jednak ta scena różniła się od mojego snu. Zmarli nie leżeli spokojnie, oni się poruszali. Pełzali, by wyrwać się z przygwożdżających ich szczątki mieczy. Wyrywali ze swoich pozostałości resztki kul, które kiedyś ich zabiły. Niektórzy pożerali swoich mniej ruchliwych braci. Będąc w niematerialnej postaci czułem dobrze ich pragnienia- chcieli krwi żywych, by zapobiec choć na chwilę rozkładowi. A były ich tysiące. Z drugiej strony zobaczyłem nadbiegającą grupę wieśniaków. Chciałem ich ostrzec, powstrzymać, ale nie mogłem.

Stałem w samym centrum wsi. Dookoła mnie wnętrzności i krew brudziły chodnik. Około stu ciał leżało rozczłonowanych i porozrzucanych w promieniu dwustu metrów. Nie mogłem wydusić z siebie słowa, po prostu stałem i patrzyłem na moje dłonie, z których skóra była zdarta aż do kości. Patrzyłem na dłonie, które rozszarpały tylu ludzi. Ona stała obok i gładziła mnie po włosach. „To...już...koniec..?”- słowa z trudem przeszły mi przez gardło. Zaśmiała się. „Ależ nie mój miły, to dopiero początek”. Na skraju lasu zamajaczyły niewyraźne sylwetki. Okaleczone i pokryte śluzem ciała stawały się coraz bardziej materialne. Ile jeszcze wiosek będzie musiało w ten sposób zostać poświęconych, by wszyscy ci przeklęci wrócili ze świata zmarłych? „Nasz syn wraz ze swoją armią da początek nowej erze... Naszej erze”. Nie mogłem dłużej tego słuchać, ani na to patrzeć. Wsiadłem do samochodu i uciekłem, nie goniła mnie. Usłyszałem za sobą donośny dźwięk skrzypiec. Danse Macabre, śmierć tańczyła z życiem.



Wróciłem do miasta. Znalazłem jakiś hotel i się w nim zaszyłem. Dziś minął szósty miesiąc od tych okropnych wydarzeń. I to właśnie dziś ją spotkałem. Przeszła obok mnie na ulicy, dotknęła dłonią mojego policzka. Jej brzuch jest już bardzo widoczny. Blizny na plecach palą mnie żywym ogniem, a w uchu wciąż słyszę jej słowa „jesteś mój”. Podświadomość podpowiada mi, że krew mieszkańców tego miasta wystarczy, by doprowadzić naszą misję do końca. I nastanie nowa era. Era śmierci. Wybaczcie mi.

Autor: https://www.facebook.com/Matthew0795

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki