FANDOM


Jestem w trakcie wędrówki pustym szlakiem, który był kiedyś rzeką San Diego. Normalnie byłaby tu jedna czy dwie osoby, które przypominałyby mi o tym, że to miejsce nie jest uwolnione od cywilizacji. Ale teraz jestem sam. Zazwyczaj mi to nie przeszkadza, ale tym razem brak przechodniów mnie trochę mnie niepokoi.

Ale spaceruję dalej.

Nagle upał zamienia się w mróz i dostaję lekkich dreszczy, z rodzaju tych, które czujesz podczas grypy.

Nadal  spaceruję.

Nie jestem pewien, skąd bierze się moja motywacja, oraz dlaczego tu jestem.  Nie mówiąc już o tym, skąd się tu wziąłem.  Jedyne czego mogę być pewien to to, że robi się późno. Słońce jest szkarłatne i przesyła bardzo słabe promienie światła, które ledwo przebijają się przez bujne korony drzew.

Nadal spaceruję.

Teraz moje oczy są skupione na krajobrazie wokół mnie. Tak jakbym chciał coś znaleść, ale nie jestem pewien, co.  Moje spojrzenie zatrzymuje się na konkretnym drzewie w oddali. Na jednej z gałęzi widzę sylwetkę jakiegoś obiektu. Moje ciało, z nieznanych mi powodów, zatrzymuje się. Ale tylko na kilka sekund. Moja ciekawość wywołana rzeczą na drzewie popycha mnie dalej.

Teraz czerwone słońce i fioletowe niebo zaczynając tracić kolor; wszystko jest czarno-białe. To sprawia, że martwe drzewa na drodze przybierają całkiem straszne kształty. Z każdym moim krokiem jestem coraz bliżej, mój puls przyspiesza i gdzieś w głębi mojego serca zostało zasiane  ziarenko strachu.

W końcu się zatrzymuję.

Szukam kształtu na drzewie. Wtedy wszystko zamiera. Nie ma wiatru. Żadnych wron. Nawet walenie mojego serca jest jakby przyciszone. To najglośniejsza cisza, jaką kiedykolwiek słyszałem.

Patrzę na ciało. Należy do młodego mężczyzny, wyglądającego na ok.  dwudziestolatka. Prawdopodobnie nie żyje od dwóch dni.

Teraz biegnę.

Biegnę do domu. Zazwyczaj po dwóch milach sprintu brakuje mi tchu i jestem kompletnie wyczerpany. Moje płuca staną w ogniu, a nogi będą mi ciążyć. A jednak... nie czuję nic.

Jestem zbyt wyczerpany, aby to zauważyć. Gorączkowo otwieram drzwi i wbiegam do środka. Na górze widzę swoją rodzinę. Każdy wygląda jakby był w żałobie. Mój 5-letni siostrzeniec płacze w ramionach mojej siostry, matka szlocha na ramieniu mojej narzeczonej. Brat i jego dziewczyna przytulają się na podłodze. A mój ojciec siedzi w fotelu i ma na twarzy najsmutniejszy wyraz, jaki kiedykolwiek u niego widziałem. Trzyma w ręku zdjęcie naktórym widać mnie kończącego szkołę średnią i jego gratulującego mi.

 - Co się stało? – pytam nerwowo, spodziewając się jakiejkolwiek reakcji. Nic się nie dzieje. Próbuję znowu.

 - Ludzie, jestem tutaj! Wystarczy spojrzeć w górę. Proszę, przestańcie płakać...

Nadal nic. Staram się dotknąć twarzy mojego ojca, ale ręka przenika podbródek. Jakbym dotykał hologram. Na policzku czuję mokre łzy.

Nagle, jakby instunktownie, przypominam sobie ciało w dolinie. Moje serce zatrzymuje się, a żołądek skręca w węzeł marynarski. I straszna myśl przychodzi mi do głowy:

Czy to ja wisiałem na gałęzi?

Biegnę do łazienki i spoglądam w lustro, szukając czerwonej szramy na szyi.

Chyba dostałem już swoją odpowiedź.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki