FANDOM


Są tutaj. Wiem, że są. Po tym, co zrobiłam, nie dziwi mnie to.

Mówią, że jestem szalona.

Mówią, że jestem obłąkana.

Mówią, że nigdy nie będę normalna.

Hehe... Normalna. Jestem idealnie normalna. Jaki mają problem? Nie wiem. Gdyby tylko mogli zrozumieć.

Powinnam się wytłumaczyć. Mam nadzieję, że zrozumiesz.

Mam na imię Elsa. Mam 17 lat i żyję na własną rękę, bo rodzice wyrzucili mnie z domu z powodów, które podam później. Aktualnie mieszkam w kawalerce z jedną sypialnią. To niska jakość życia, ale jedyna, na jaką mogę sobie pozwolić.

Wszystko zaczęło się pierwszego dnia trzeciej klasy liceum. Nie miałam przyjaciół, więc nie obchodziło mnie, kto jest ze mną w klasie. Usiadłam z tyłu. Daleko od wszystkich. Nie rozumiałam, dlaczego ludzie mnie nie lubią. Chodzi o mój wygląd? Osobowość? No co?! Spędziłam wszystkie szkolne lata sama. Nigdy nie miałam przyjaciela. Naprawdę nie wiedziałam, jak to jest.

Okej, wracamy do tematu. Lekcja zaczęła się wywodem o początku roku szkolnego. Nie słuchałam. Po prostu gapiłam się w okno. Czułam coś dziwnego. A może to tylko ja? To chyba tylko ja. Miałam poczucie, że tego roku będzie inaczej.

Pierwszym przedmiotem była matma. Jestem w tym dobra, więc skończyłam jako pierwsza, a nauczycielka pozwoliła mi zrelaksować i poczekać aż inni skończą zadanie. Rozejrzałam się po klasie. Zauważyłam, że popularne dziewczyny rozmawiające półgłosem zerkają na mnie. Nie obchodziło mnie to! Mogą sobie mówić, co chcą! Zignorowałam je.

W końcu zadzwonił dzwonek. Kąt był wolny. Przyzwyczaiłam się do samotnego życia. Ale wtedy ten koleś mniej więcej w moim wieku usiadł obok mnie. Na pewno był nowy, bo nigdy wcześniej go nie widziałam.

- Mogę z tobą usiąść? – zapytał.

- Jasne… Tak myślę. - powiedziałam.

- Dzięki. – odpowiedział.

Boże... Rozmawiam z kimś? Serce waliło mi jak młot.

- Dobrze się czujesz?

- Tak, po prostu nigdy wcześniej nie miałam przyjaciela. – odparłam nieśmiało.

- Co?! - był zaskoczony.

- Nikt mnie nie lubi... - stwierdziłam ze wzrokiem wbitym w podłogę.

- Ja cię lubię! – krzyknął radośnie.

Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się, zatykając swoje czarne włosy za uszy.

- Masz piękne oczy!

- Dzięki. - powiedziałam.

- Serio! Są takie niebieskie! Jak niebo! – mówił z entuzjazmem.

Trochę się zawstydziłam. Podziękowałam mu znowu.

Zaczęła się następna lekcja. Wielka szkoda, że nie byliśmy w jednej klasie. Nie mogłam wytrzymać, musiałam zobaczyć się z nim na lunchu. Przez całą lekcję myślałam tylko o moim pierwszym przyjacielu. Nawet nie znałam jego imienia!

Zadzwonił dzwonek. Dosłownie wybiegłam z klasy i usiadłam w tym samym miejscu, gdzie się spotkaliśmy. Po oczekiwaniu, które wydawało mi się trwać godzinami (naprawdę to były ze dwie minuty) dotarł do mnie.

- Jak masz na imię? – spytałam.

- Mam na imię Danny.

- Ładnie. – skomentowałam nerwowo.

Rozmawialiśmy przez cały czas na lunch. Poczucie, że mam przyjaciela było świetne! Najlepsze w życiu! Aż do następnego dnia. Przyszłam do szkoły w humorze dobrym jak nigdy. Odłożyłam torbę i, ponieważ lekcje jeszcze się nie zaczęły, poszłam na spacer. Zobaczyłam Danny’ego. Mimo, że się do niego zbliżałam, rozmawiał z inną dziewczyną. Zatrzymałam się. Zazdrość we mnie była jak ognie piekielne. Wiem, przesadzałam. Ale to był mój jedyny przyjaciel. Musiał być mój!

Podeszłam do niego i się przywitałam, kiedy zauważyłam, że jego towarzyszką jest Brittany. Jedna z popularnych dziewczyn. Spojrzała na mnie w ten sposób mówiący „co tam sobie chcesz”. Bałam się, że zacznie coś o mnie gadać Danny'emu, więc odeszłam, nie oglądając się za siebie. Danny poszedł za mną. Postanowiłam go zgubić, więc poszłam do damskiej toalety.

„Zdecydowanie dobrze to zniosłam”, pomyślałam do siebie sarkastycznie. Trochę dziwnie się czułam.

Poszłam do klasy. Działo się to, co zwykle. Usiadłam z tyłu, ludzie się na mnie gapili i szeptali do siebie. Dlaczego przyjaźń tak boli? Nie! On jest nowy. Pewnie zwyczajnie poznaje nową szkołę. Nie! Jest mój! Tylko mój! Nikt inny nie może go mieć!

Miałeś kiedyś tak wielką ochotę na coś, że byłeś gotowy zrobić wszystko, żeby to dostać? Właśnie tak się wtedy czułam.

Kiedy już byłam w domu, zamknęłam się w swoim pokoju i zaczęłam kłócić się ze samą sobą. Mama myślała, że może potrzebuję w czymś pomocy. Ale nie kontrolowałam się i wywrzeszczałam jej w twarz, żeby się odwaliła i pozwoliła mi żyć.

To nie był dobry pomysł.

- JAK ŚMIESZ MÓWIĆ TAK DO SWOJEJ MATKI?! – Wrzasnęła.

Nie wytrzymałam tego. Z okropnym trzaskiem zamknęłam drzwi, mogłam przez chwilę pobyć sama. Zablokowałam zamek, żeby mama się nie dostała. Godzinami tłukłam głową w ścianę, a potem zwinęłam się w kłębek i płakałam.

W ciągu paru następnych dni byłam w szkole bardziej... Przylepna niż zwykle. Na przerwach nie zostawiałam Danny’ego samego. Dało się zobaczyć w jego oczach, że potrzebuje trochę przestrzeni, ale ja chodziłam za nim wszędzie. Kiedy nadszedł weekend, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Mówienie do siebie stało się dla mnie normalne. Nie chciałam nic jeść, nie chciałam rozmawiać z nikim oprócz siebie. Do niedzieli miałam już tego serdecznie dość. Myślałam tylko o Dannym.

Nie zrozumcie tego źle, byliśmy tylko przyjaciółmi. Żadne gołąbeczki czy inne bzdety tego typu. Ale chciałam być z nim blisko. Z moim jedynym przyjacielem.

W niedzielną noc moi rodzice poszli do baru, pewnie się upijając. Pomyślałam więc, że odwiedzę Danny’ego w jego domu. I mówiąc „odwiedzę” w ogóle nie mam na myśli wkradania się tam bez zaproszenia.

Śledziłam go w środę, więc wiem, gdzie mieszka. Nie jestem przerażająca. Nie jestem!

Wzięłam ze sobą nóż. Bo… Cóż... Będę go potrzebować.

Dom Danny’ego jest dość duży. Większy od mojego. Teraz ta niepewna część planu. Jego pokój jest na poddaszu, więc trzeba się trochę powspinać. Sprawdziłam telefon. 23:50. Mam całą noc na zrobienie tego. Po wdrapaniu się na górę, popchnęłam szybę i weszłam do środka. Całe szczęście, że nie zamknął okna do końca.

Śpi jak anioł, tak cichutko i spokojnie. Mogłabym patrzeć na niego całą noc. Ale nie mogę czekać tak długo. Musi być mój, TERAZ! Przypadkowo wpadłam na jakąś półkę i coś spadło na podłogę. To go widocznie zbudziło, bo zapalił światło, a ja zamarłam.

- Elsa? Co robisz w moim pokoju? – zapytał.

- Jesteś mój... Możesz być tylko mój... – powiedziałam głębokim, mrożącym krew w żyłach głosem.

- Jesteś nienormalna! - krzyknął.

- Czemu? Czemu musisz być taki jak wszyscy? JAKI MACIE ZE MNĄ PROBLEM, CO?! Jestem nienormalna?! - zadrżałam nieco przy wymawianiu tego słowa. Nienawidzę go.

- Będziesz mój, Danny – wskoczyłam na niego, zasłaniając mu usta jedną ręką i wyciągając nóż drugą. Wyglądał na takiego zszokowanego. Dlaczego musi być jak wszyscy? Myśli, że jestem szalona. Szalona. Nie jestem.

Zaczęłam od przyciskania nożna do jego ramienia, robiąc ładne cięcia. Jego twarz była wykrzywiona bólem. Jak ja to kocham! Muszę widzieć jego twarz cały czas. Przytknęłam więc nóż do jego szyi i przejechałam. Próbował krzyczeć, ale trzymałam jego usta. Zemdlał z bólu. Czułam się cudownie! Byłam pewna, że jest już martwy. Ta, nie ma pulsu. W tym miejscu robi się trochę krwawo, więc odpuszczam wam opis. W skrócie, odcięłam mu głowę. Nie jestem chora. Nie jestem obłąkana! Wiem, dalej tak myślicie. Ale naprawdę nie jestem. Hehehe... Nie jestem...

Włożyłam zakrwawioną głowę, która kiedyś była Dannym, do plecaka i pobiegłam do domu. Byłam cała w czerwonych plamach. Miałam nadzieję, że rodzice śpią. Nie spali. Cholera.

Byli po prostu przerażeni. A ja stałam i się uśmiechałam.

- Elsa... J… Jak? – mogłabym powiedzieć, że mama była zmartwiona. Nie jestem straszna. Nie jestem… Nie jestem…

- Wyjdź. Wyjdź i nie wracaj! – wrzasnął tata. Też był zmartwiony. To odbijało się w jego oczach. Nie martw się przeze mnie. Dlaczego ktoś miałby się martwić? Jestem normalna… normalna…

Mimo to wyszłam. Chciałam pobyć sama.

Okej, to właśnie jest to, co się zdarzyło. W tej chwili to piszę, a potem popatrzę sobie na twarz Danny’ego. Na moim stole. Jest taki spokojny. Wreszcie możemy być razem! Tyle że muszę się wyprowadzić. Bo... Widzicie, byłam zajęta w ciągu ostatnich tygodni. Tak, zabijaniem ludzi, którzy uczynili moje życie samotnym. Chcę go ze sobą zabrać! Ale nie mogę. Będzie mnie spowalniał.

Hehehe. Jestem myśliwym. Ludzie są moją zwierzyną. Moje śliczne czarne rurki są podarte, moje czarne conversy są brudne, moja ulubiona fioletowa bluza z kapturem jest pokryta plamami krwi. To nie potrwa długo, zanim „oni” mnie znajdą. Tak, mówię o policji. Słyszę syreny. Lepiej uciekać. Ale muszę zostawić Danny’ego. Nieważne, mogę myśleć o tym stole, kiedy tylko jestem sama. To mnie pocieszy. Teraz nazywam się Razor, pasuje do mnie.

Zakładam maskę. Muszę biec… Biec do domu kolejnej ofiary.

Mówią, że jestem szalona.

Mówią, że jestem obłąkana.

Mówią, że nigdy nie będę normalna.

Radzę wam, zamknijcie wszystkie drzwi i okna. Wiem, kim jesteś. Wiem, kto teraz to czyta.

Ha! Jedno z was chodzi do chrześcijańskiej szkoły, inne jest studentem, jest też dziewczynka z obsesją na punkcie One Direction (będziesz pierwsza) i przystojniak grający w piłkę nożną. Podobasz mi się. Ktoś chętny, żeby ze mną zostać? Na zawsze? Nie? Okej. Jak chcecie. To wasz błąd.


Creepypasta pochodzi z Creepypasta Wiki; tłumaczenie: Ptyś.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki