FANDOM


Było zimno. Zimowy wiatr wiał mi w plecy, z chłodu wsunąłem ręce do rękawów. Było nie tylko zimno, było też bardzo ciemno. Tu w samym środku niczego, nie było żadnych latarni, a mgła wcale nie pomagała. Rozglądałem się, ale tu nie było nawet na czym oka zawiesić; tylko zmrożone drzewa. Bałbym się, gdyby John nie szedł ze mną. Wiedziałem, że opuszczanie imprezy przedwcześnie było błędem. Teraz, ja i John byliśmy całkowicie zgubieni chodząc bez celu.

John był ubrany w brązowy płaszcz, który chronił go przed zimnem, zaś ja miałem tylko sweter i parę workowatych jeansów. Nie mam pojęcia, co ja sobie myślałem, kiedy wybrałem żeby się tak ubrać.

Przez chwilę szliśmy tak w ciszy, aż nagle usłyszałem odgłos kroków dochodzący zza moich pleców.

- Słyszałeś to? - spytałem Johna

- Ta... - odpowiedział. Mógłbym przysiąc, że słyszałem nutę strachu w jego głosie.

Odwróciłem się i ujrzałem postać w długim, czarnym płaszczu. Przyśpieszyliśmy przerażeni, lecz gdy znów się obejrzałem, nic tam już nie było. Nie mam pojęcia co to mogło być. To nie moja wyobraźnia, bo John też to widział. Już otworzyłem usta, żeby zapytać Johna, co o tym sądzi, zauważyłem, że Johna już ze mną nie było. Gorączkowo rozglądając się, czułem że strach we mnie narasta.

Byłem teraz kompletnie sam. Aż coś przykuło moją uwagę. Postać w czerni wróciła. Biegnąc w przeciwnym kierunku, regularnie się odwracałem. Postać w czerni była nieludzko szybka. Błagałem swoje ciało, żeby biegło szybciej, ale nie mogło. Nogi zaczynały mi drętwieć. Dałem nura w las mając nadzieję, że uda mi się mu uciec. Przedzierałem się przez las unikając gałęzi i kamieni.

Kiedy się zatrzymałem, żeby złapać oddech, nasłuchiwałem kroków. Las był kompletnie cichy. Ani cykających świerszczy, ani hałaśliwych wiewiórek. To było dziwne, ale starałem się o tym nie myśleć. Ważne, że byłem bezpieczny... póki co. Ale poczułem smutek, bo chociaż ten szaleniec przestał mnie gonić, to i tak John zniknął, a ja nie miałem szans na przetrwanie.

Sprawdziłem moją komórkę, brak zasięgu, tak jak podejrzewałem. Oparłem się o duży głaz i usiadłem. ciemne chmury zaczęły się zbierać, zakrywając księżyc i gwiazdy. Zacząłem odpływać, aż nagle usłyszałem pęknięcie gałązki.

Zerkając zza głazu, nic nie zobaczyłem. Było za ciemno. Użyłem latarki w telefonie, żeby upewnić się, czy nic tam nie ma. Wiatr gwizdał cicho, szeleszcząc gałęziami i liśćmi, które spadły z drzew. Zacisnąłem powieki, próbując zrobić sobie porządek w głowie. Nagle, coś ciężkiego zwaliło mi się na bark. Miało czarną rękawiczkę. Ramię było schowane w grubym, czarnym rękawie. Bałem się spojrzeć w górę, ale moje ciało zrobiło to za mnie. Podniosłem głowę.
Gdy mój wzrok przemieszczał się w górę, po twarzy postaci, Poczułem niesamowitą radość.

To był John! Okropnie się cieszyłem.

John pomógł mi wstać. "Wracajmy do domu, stary." Powiedział wytrzepując mi sweter z brudu. Byłem już gotowy wyjść z nim z lasu...
Ale chwila... John miał brązowy płaszcz.


Tłumaczenie: FRoST

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki