FANDOM


Początek

Witaj! Jestem Patka, PsychoPatka (specjalnie tak piszę mój nick). Mam 15 lat. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego chcę ci opowiedzieć moją historię? Cóż… jestem już wyczerpana trzymaniem tego sekretu w sobie, no i oczywiście jestem poszukiwana. Jednak nikt mnie tak naprawdę nie poszukuje, bo nikt nie wie, że to ja… ,że to ja to wszystko zrobiłam. I dlaczego zabiłam moich prześladowców… Więc, miałam ku temu powody. Jakie? Jeśli chcecie się dowiedzieć, posłuchajcie.

Moja historia zaczyna się z chwilą, gdy zaczęłam chodzić do gimnazjum. Miałam wtedy 13 lat. Miałam nadzieję, że w końcu przestaną mnie prześladować za moje nazwisko, które brzmiało jak warzywo i za moje zachowanie. Otóż, wszystkich śmieszyło to, że złościłam się, bo ktoś mnie prowokował i próbowałam tego kogoś przekonać, żeby przestał. Najczęściej wrzeszczałam na tą osobę albo darłam się na cały korytarz, co powodowało, że wszyscy zatykali uszy i znowu się śmiali. Inni podpuszczali mnie, mówiąc rzeczy, w które niestety wierzyłam, bo nie wiedziałam, kiedy ktoś kłamie, a kiedy nie.

Znalazłam tam jednak przyjaciół, choć nie wiem, czy mogę ich tak nazywać. Przez to, że nigdy nie miałam przyjaciół, przestałam mieć zaufanie do ludzi i wciąż nie mogę wierzyć nikomu na 100%. Wychodzę z domu tylko do szkoły lub do kina. Mogę tak siedzieć nawet 2 tygodnie bez przerwy. Nie lubię łazić bez celu.  Lubię być sama. Przyzwyczaiłam się do tego. Przyzwyczaiłam się do mojej psychozy. Kiedy ktoś do mnie przyjdzie, tylko mi przeszkadza. Wolę samotność. To przez brak przyjaciół. Przez wrogów…

Creepypasty, idole

Pierwsze creepypasty, które poznałam, były to straszne historyjki opowiadane na w-fie. Dużo osób wtedy nie ćwiczyło i nudziło nam się. Jednak było to w podstawówce, więc już nie przeciągam dalej. Na początku drugiej klasy gimnazjum, we wrześniu, dowiedziałam się w końcu co to jest, za sprawą gry Slender : The Eight Pages. Poznałam wtedy creepypastę o Slendermanie i w nią wierzyłam. Wkrótce potem, znalazłam forum, gdzie ludzie wrzucali swoje creepypasty lub tłumaczenia. Przeglądałam je zawsze, kiedy tylko siedziałam przed kompem. Sprawiło to, że nie mogłam spać, bo bałam się.

Jakiś czas później, zaczęły mi się śnić dziwne sny. W pierwszym z nich Slender gonił mnie na rowerze, w drugim zepchnęłam go ze schodów. I chyba w odwecie za mój wybryk dostałam paraliżu sennego. Obudziłam się w swoim pokoju. Co chwila zamykałam i otwierałam oczy, aż zorientowałam się, że on stoi u wejścia do mojego pokoju. Nie mogłam się ruszyć. Próbowałam wyjąć rękę spod głowy, ale impuls nie mógł dotrzeć do mojej ręki. A on podchodził coraz bliżej i to w dziwny sposób - teleportował się. W końcu stanął obok mojego łóżka. Próbowałam krzyknąć, ale nie dałam rady. Byłam przerażona. Gdy zamknęłam oczy, zniknął. Przeczytałam w Internecie, że jeśli śni ci się Slenderman, to będziesz jego następną ofiarą. Bałam się tego tak bardzo, że zawsze kiedy byłam sama, rozglądałam się, czy go gdzieś nie ma. Opowiedziałam o tym moim koleżankom. Nie wiem czy mi uwierzyły, mimo że wiedziały z kim mam do czynienia. Miałam tak aż do momentu, kiedy nic się nie działo i przestałam w to aż tak bardzo wierzyć.

Pod koniec tamtego roku szkolnego, w maju lub czerwcu poznałam creepypastę o Jeff’ie. Ktoś ją tam wrzucił. Nie wystraszyła mnie za bardzo, bo nie było zdjęcia. Jednak miesiąc później, znalazłam ją z obrazkiem. I nie tylko ją! Na tej stronie byli też Slenderman i The Rake. Było tam napisane, że są to memy. Ale zdjęcie Jeff’a tak bardzo mnie wystraszyło, że nie mogłam na nie patrzeć. Zawsze kiedy je widziałam, zasłaniałam je ręką lub kartką. Wolałam nie patrzeć na tą straszną mordę. I zaczęłam się go bać do tego stopnia, że jak tylko pomyślałam o tym zdjęciu, nie mogłam spać. Wydawało mi się, że ktoś obok mnie stoi, co było dziwne, bo przecież była tam ściana z oknem. Cały czas czułam też czyjąś obecność albo skradanie. Co noc spałam przykryta od stóp do głów. Jednak to nie był koniec. Przyśnił mi się Jeff! Stał na parapecie za oknem, z nożem. Wyglądał bardzo realistycznie. Najdziwniejszą rzeczą w tym wszystkim było to, że walił głową w szybę. Teraz wydaje mi się to raczej śmieszne niż straszne, ale wtedy byłam równie mocno przerażona jak po konfrontacji ze Slendermanem. Teraz już się nie boję. Chcę byśmy zostali przyjaciółmi…

Moja prawdziwa historia zaczyna się tak naprawdę w trzeciej gimnazjum. Po tym jak przeczytałam Jane The Killer i Ninę The Killer, zaczęłam utożsamiać się z jedną z nich. Z Niną… Czułam teraz, że mogę wszystko. Że mogę pokonać moich prześladowców. Że mogę kogoś skrzywdzić albo zabić…

Pierwsza dziwna sytuacja zdarzyła się na w-fie. Nie ćwiczyłam z powodu zdrowia. Często chorowałam, więc wolałam się nie narażać. Na szczęście w gimnazjum gimbaza nie lubi ćwiczyć i prawie wszystkie dziewczyny siedziały ze mną, bo w-f jest podzielony na grupy według płci. Opowiedziałam jednej z nich o Jeff’ie i chciałam pokazać jej mniej więcej jego minę. Zrobiłam wtedy największy wyszczerz i największy wytrzeszcz oczu, jaki kiedykolwiek zrobiłam. Potem bolały mnie oczy i usta, ale poczułam wtedy coś dziwnego… Poczułam się jak potwór.

Po powrocie do domu, spojrzałam w lustro. Chciałam jeszcze raz zrobić tą samą minę, ale nie potrafiłam. Bałam się. Bałam się swojej własnej miny!!!! To przecież śmieszne. Ale było to wtedy dla mnie straszne. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.

Glitch.why i Hubert Gumka

I znowu miałam dziwny sen. Był to glitch.why. Nie będę się już rozpisywać na ten temat, bo dodałam go tu. Możecie sobie poszukać. W każdym razie i ten sen mocno mnie wystraszył. Nie wiedziałam czy to prawda, czy też nie (Chociaż nikt mnie przecież nie odwiedza, zwłaszcza koledzy i ekrany komputerów nie śnieżą). Przez 2 tygodnie bałam się sprawdzić. Aż w końcu się odważyłam… W żadnym z wyników nie było czegoś takiego!

- Dziwne – pomyślałam. – Czy to było jakieś ostrzeżenie?

Postanowiłam posiedzieć na czacie Creepypasta Wiki i zapytać się, czy ktoś słyszał o tym. Jednak nikt nie słyszał, ale powiedzieli, że się popytają o to. Jakiś czas później odpisał mi koleś o ksywce HubertGumka. Oto treść jego wiadomości :

 „Witaj.

Pewnie chcesz wiedzieć, po co śnił Ci się ten sen? Cóż… Chciałem Cię przed czymś ostrzec, ale coś mi nie wyszło. Ale skoro tak bardzo chcesz zobaczyć to zdjęcie, to proszę. Oto one:  [załącznik]. Pamiętaj, teraz już nic Cię nie uratuje przed tym, co się wydarzy. Powodzenia.”

Byłam tym bardzo zaskoczona. Na początku gapiłam się na tą wiadomość i nic więcej nie robiłam. Nie mogło do mnie dotrzeć o co mu chodziło. „Chciał mnie ostrzec? Ale przed czym?” pomyślałam. Po 2 minutach dotarło do mnie jaki ma nick. Zaczęłam się z niego śmiać.

- Hubert Gumka?! Co to ma być? Imię i nazwisko? O Lol! To ja mu współczuję…

Po tym ostatnim zdaniu przestałam. Było mi trochę głupio. Sama miałam przecież nazwisko, z którego śmiało się przynajmniej z 200 osób, licząc od przedszkola.

Postanowiłam zapisać glitch.why. Oczywiście z moim komputerem nic się nie stało. To był tylko obrazek narysowany prawdopodobnie w paincie. Mimo tego i tak dodałam go do historii o tym pliku.

Jakiś tydzień później, ja i moje 3 koleżanki z klasy : Laura, Ela i Klaudia robiłyśmy wynalazek na technikę. Byłyśmy u tej pierwszej w domu. Był naprawdę ładny – biały, z czerwonym dachem, z dala od miasta, więc było tu cicho i spokojnie. Właśnie siedziałyśmy w niezagospodarowanym pokoju, w którym nie było mebli i rozmawiałyśmy co zrobimy.

- Proponuję jakieś połączenie typu widelco-łyżka – powiedziała Klaudia. Ona zawsze miała jakieś szalone pomysły. Jest blondynką, tak jak ja, tylko że ma proste włosy, a moje są pofalowane. Ma też inny kolor oczu – ciemnoniebieskie. Moje są zielono-niebieskie.

- Dobry pomysł! – powiedziała Laura. – I nazwijmy to jakoś fajnie! – Ona jest z nas najniższa. Ma czarne włosy i niebieskie oczy. Jest też z nas najmilsza i zawsze radzi jak prawdziwy psycholog.

- Tylko gdzie znajdziemy niepotrzebne sztućce? – odparła Ela. Jest brunetką z brązowymi oczami. Jest też bardzo mądra i razem z nią potrafimy wymyślić świetny plan.

- Myślę, że najlepiej jest zobaczyć. Wtedy będziemy wiedziały, czy możemy pożyczyć – odparłam. Opisałam już wam mój wygląd, ale nie dodałam, jak długie są moje włosy. Sięgają mi niemal za talię! Wszyscy mi ich zazdroszczą.

Długo nie mogłyśmy się zdecydować, czy zrobić to co myślałyśmy, czy coś innego. Ja siedziałam i bębniłam palcami w podłogę, na której siedziałam. Nagle usłyszałam inny dźwięk. Było coś nie tak z jedną z desek w podłodze. Odwróciłam się i popukałam w nią. Słychać było pustą przestrzeń. Zaintrygowało mnie to. Postanowiłam się spytać Laury o to.

- Hej, a tak innej beczki, kto mieszkał tutaj wcześniej?

- Jakaś rodzina. Mieszkali tu 2 lata temu. Był tam taki jeden chłopak, teraz pewnie ma tyle lat co my. Stało się tu wcześniej coś dziwnego, ale nie wiem co. A co? – odparła Laura.

- Zauważyłam, że pod podłogą jest tajna skrytka.

- Skąd wiesz? – odparła Klaudia, nie wierząc mi.

- Bo jest pusto. Na pewno są tam jakieś skarby poprzednich właścicieli.

- I masz zamiar wyłamać deski, żeby to sprawdzić?! – odparła oburzona Ela.

Ja tymczasem odwróciłam się i próbowałam wyjąć tą deskę. Obeszło się bez łomu. Kiedy ją wyrwałam,  zauważyłam, że to miejsce zostało specjalnie zostawione na takie rzeczy. W środku znajdowało się małe, wąskie, białe pudełko. Było brudne od tynku. Wyjęłam je ostrożnie.

Podczas całej tej sceny dziewczyny patrzyły na mnie jak na wariatkę, a potem zdziwione moją inteligencją.

Postawiłam pudełko na podłodze. Wszystkie usiadłyśmy wokół niego. W środku znajdował się list, zdjęcie i gumka do ścierania.

Gumka była biała z czerwonymi  zaokrąglonymi trójkątami na końcach i cała ubrudzona od wycierania. W środku tych trójkątów były białe kółka. Miała wycięty uśmiech i 3 dziury, które robiły za oczy i nos.

Hubert Gumka.jpg

Zdjęcie, które znalazła.

Na zdjęciu była straszna postać. Nie wiedziałyśmy, czy to prawdziwa osoba, czy fotomontaż. Był tam nastoletni chłopak z brązowymi włosami do ramion. Jego oczy i powieki były wypalone. Zamiast nich były 2 czarne dziury. Jego uśmiech był wycięty i wypływała z niego krew. Była bardzo blady. Miał na sobie biały T-shirt i dżinsy. Wyglądał jak Jeff! I najwyraźniej upodobnił zarówno gumkę, jak i siebie do niego. Stał w jakimś ogrodzie przed płotem i chyba była noc, sądząc po ciemnych kolorach i flashu.

W liście było napisane to :

„Drodzy mamo i tato,

Przepraszam za moje zachowanie. Chciałem być piękny jak Jeff. Chciałem być jak on. Zaimponował mi. Chciałem pokazać moim prześladowcom, że mogę ich skrzywdzić i zrobiłem to! To ja ich zabiłem! Wy nie chcieliście mnie zaakceptować i dlatego uciekłem. Jeśli pokochacie mnie znowu, może wrócę.

Hubert”

Po obejrzeniu tych wszystkich rzeczy i przeczytaniu listu Ela, Laura i Klaudia siedziały z szeroko otwartymi oczami. Na ich twarzach malowało się przerażenie.

- Czy to jest jakiś żart?! – spytała oburzona Ela.

- Nie sądzę. Gdyby to był żart, to „ten cały Hubert” nie zwracałby się do rodziców – powiedziałam.

- Skoro to prawda, to w… w moim domu mieszkał kiedyś psychopata! – krzyknęła wystraszona Laura.

- A co jeśli on wróci, tak jak Mike Myers? – spytała Klaudia.

- Jeśli wróci, to będzie źle dla nas – odpowiedziałam. – Może ja wezmę te rzeczy. Mnie nie zajdzie znienacka. Ja zawsze czuwam.

- Ty czuwasz zamiast spać? – spytała Klaudia.

- Cóż… Ja cały czas słyszę dziwne dźwięki w domu i boję się, że to morderca przyszedł po mnie, więc zawsze jestem czujna – powiedziałam, trochę zawstydzona.

- To masz pecha – powiedziała Ela.

Nagle przyszedł SMS. To moja mama wołała mnie na obiad. Schowałam telefon do kieszeni, pożegnałam się i powiedziałam, że mama będzie zła, jak nie przyjdę na obiad. To był też dobry patent na przerwanie tej niezręcznej rozmowy. Wzięłam pudełko wraz ze wszystkimi skarbami i poszłam do domu. Reszta nadal dyskutowała nad wynalazkiem.

Pan Gumka.1.jpg
W domu powiedziałam, że znalazłyśmy to pudełko na strychu (oczywiście skłamałam) i że to pewnie należy do poprzednich właścicieli, więc chciałam to zbadać, bo mieli ciekawą historię. Rodzice potraktowali to jako zabawę, ale dla mnie była to śmiertelnie poważna sprawa. Szczególnie interesował mnie ten chłopak. Nie wiedziałam nawet, że istnieją tacy ludzie jak Jeff! Chciałam go poznać, choć wiedziałam, że to niemożliwe. Byłam ciekawa, co tak naprawdę się wtedy zdarzyło, ale nie pamiętam, żeby 3 lata temu mówili o jakimś zabójstwie w naszym mieście. Kolejną zagadką był „Pan Gumka”. Tak postanowiłam nazwać tą dziwną zabawkę. „Może to rodzaj laleczki voodoo?”, pytałam samą siebie. „Ale z drugiej strony po co ktoś miałby robić laleczkę do torturowania samego siebie?”. Zrobiłam jej kilka zdjęć oraz zeskanowałam zdjęcie nastolatka i zajęłam się swoimi sprawami.

Go To Sleep, My Enemy

Kilka dni później zaczęły dziać się rzeczy, od których rozpoczęło się moje szaleństwo. W ostatni dzień następnego tygodnia szkolnego, czyli w piątek, nie mieliśmy Wf-u i wszystkie dziewczyny z klasy siedziały w czytelni. Ponieważ nic nie było zadane, postanowiłam, że sobie porysuję w brudnopisie. Zaczęłam rysować Jeff'a. Wyszedł mi bardzo dobrze. Użyłam nawet czerwonego mazaka i zrobiłam krew oraz napis „GO TO SLEEP”. Jedna z dziewczyn przestała gadać z innymi i popatrzyła się na mój rysunek.

- Czemu rysujesz trupa? – zapytała.

- To nie trup. Zgadnij kto to jest.

- To ty.

- To nie ja.

- Jak to? To kto to?

- Postać z creepypasty.

- Co to jest?

- Historia, która ma na celu wystraszenie czytelnika.

- Czemu rysujesz takie rzeczy?

- Bo mi się tak podoba.

- Dziewczyny to rysują kwiatki, serduszka, a nie trupy.

- A co ja mam 5 lat, żeby rysować kwiatki i serduszka?! A po za tym to nie jest trup! – podniosłam głos. Miałam już dosyć tego, że nazywała go trupem.

- To kto to jest?

- Nie mogę wam powiedzieć – zwróciłam się do wszystkich, bo wszyscy, którzy siedzieli przy naszym stoliku zaczęli słuchać. – To zbyt niebezpieczne.

Po kilku prośbach zgodziłam się powiedzieć kto to jest.

- To Jeff.

- Jaki Jeff?

- The Killer.

- Co!? – kilka dziewczyn odskoczyło jak oparzone.

- Ja wam nie będę mówiła, co to za postać. Same sprawdźcie.

Dziewczyny próbowały ode mnie wydobyć informacje, ale z opresji uratował mnie dzwonek. Kiedy tylko zadzwonił, zerwałam się na równe nogi, podniosłam plecak i wybiegłam najszybciej, jak to było możliwe.

Trzy dni później, zaczęło robić się dziwnie. Kiedy tylko zaczęła się pierwsza lekcja, rozpoczęły się dziwne drwiny ze mnie. Ta sama dziewczyna, która wypytywała się o mój rysunek, podrzuciła mi liścik. Śmiała się ze swoją koleżanką z ławki. Kiedy go rozwinęłam, zobaczyłam z czego się tak śmiały. Był tam narysowany miś z nożem i głową oderwaną od reszty ciała. Pod spodem znajdował się napis „I KILL YOU”. Odwróciłam kartkę i napisałam tam „GO TO SLEEP, MY ENEMY”, czyli „IDŹ SPAĆ, MÓJ WROGU”. Gdy nauczycielka nie patrzyła, oddałam liścik z powrotem. Małgosia, bo tak miała na imię ta dziewczyna, była tym zdziwiona. Gdy otworzyła liścik, zaczęła się z niego śmiać, zatykając usta ręką i patrząc na mnie. Widziałam, że była tym trochę jednak wystraszona.

Na kolejnym Wf-ie, w szatni, znowu było to samo. Gdy tylko weszłam, od razu się odezwała.

- Już wiem, Jeff to ty!

- To nie ja! – wypierałam się.

- Jak to nie ty? – gdy to powiedziała, otworzyła liścik i pokazała wszystkim dookoła.

Wszyscy zaczęli się śmiać i nazywać mnie Jeff'em. W końcu nie wytrzymałam. Zrobiłam minę psychopaty, podeszłam do niej, przyłożyłam palec do ust, pokazując ciszę i powiedziałam :

- Ciiiii… Go to sleep… my enemy!

Wszystkie dziewczyny zaczęły się nerwowo śmiać i wiedziałam, że nic nie będzie już takie samo. Jedna z dziewczyn powiedziała do mnie:

- Patrycja, ja się ciebie boję!

Sprawdziło mi to ogromną radość. Nie wiem dlaczego, ale tak było. Gdy widziałam strach na czyjejś twarzy, od razu robiło mi się jakoś lepiej. Lubiłam też ganiać ludzi i ogólnie wszystkie makabryczne i straszne rzeczy np. horrory, gry, straszne historie, paranormalne zjawiska, nawet seriale. Pamiętam jak kiedyś chciałam bawić się z moją kuzynką w Ponurego Żniwiarza, podczas gdy ona wolała aerobik. Miałam tak od zawsze. Od zawsze byłam inna. Od zawsze byłam PsychoPatką.

Szaleństwo

Jednak nie to było wystarczającym powodem mojego szaleństwa. Prawdziwym powodem było coś zupełnie innego.

Następnego dnia dziewczyny musiały to wypaplać koleżankom z innych klas. Wiem to, bo kiedy tylko przechodziłam obok jednej z tych klas, od razu wszyscy zaczynali głośno rechotać. Nie, to nie błąd w pisowni. To nie był śmiech, to było rechotanie! Drażniło mnie to okropnie. Kiedy tylko próbowałam zapytać się ich, z czego się tak śmieją, odpowiadali tym samym – wkurzającym śmiechem. Zaczęli mi też bardzo dokuczać. Była wśród nich moja była „psiapsiółka” – Marlena. Miała ciemne włosy i zielone oczy. Była ode mnie wyższa i była bardzo chuda. Od kiedy zostałyśmy rozdzielone po podstawówce, zaczęła mnie unikać i kiedy tylko do niej podeszłam, nie odzywała się albo udawała, że mnie nie zna. Mogłam jeszcze to znieść, bo pokłóciłyśmy się, ale robienie mi żartów było przesadą!

Pierwszym takim żartem był ten w kiblu. Poszłam do łazienki za potrzebą, a ona za mną. Myślałam, że nic się złego nie stanie. Kiedy korzystałam właśnie z ubikacji, ktoś podszedł do moich drzwi i zapukał. „Zajęte!”, krzyknęłam. Jednak ta osoba zaczęła cały czas walić w te drzwi. „Mówię przecież, że zajęte! Głucha jesteś?!”, krzyknęłam do niej. W końcu chwyciła za klamkę, którą ja trzymałam po 2 stronie i zaczęła najpierw machać drzwiami, a potem ciągnąć w swoją stronę. To było przegięcie. Zaczęłam drzeć się na cały głos. Mój krzyk przypominał krzyk osoby opętanej. Oczywiście nie byłam opętana, ale z tym mi się kojarzył. Natychmiast puściła klamkę i uciekła. Wiedziałam, że to ta głupia blondyna, która mi dokucza i jest w zmowie z Marleną.

Krzyk był jedynym sposobem by ją przegnać, ale pewnego razu nie wystarczył. Pewnego razu przekroczyły wszelkie granice.

Zostałam po ostatniej lekcji (był wtedy koniec września), aby podlać kwiaty. Kiedy skończyłam swoją robotę, odłożyłam butelkę z wodą na miejsce i skierowałam się do wyjścia z sali. Nauczycielka była wtedy w pokoju nauczycielskim, a ja miałam zanieść klucze po skończonej robocie. Drzwi były uchylone, co było dziwne, bo wydawało mi się, że zostawiłam je zamknięte. Chwyciłam za klamkę, pchnęłam drzwi i… Zobaczyłam ciemność. Poczułam, że jestem cała mokra. Po chwili zorientowałam się, że mam wiadro na głowie. Zdjęłam je. Spojrzałam w dół. Byłam przemoczona do suchej nitki! Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Zaczęłam płakać. Po chwili ogarnęła mnie olbrzymia wściekłość.

- Kto to zrobił! – krzyknęłam.

Po chwili zza drzwi wyłoniły się 3 dziewczyny – Marlena i jej 2 psiapsiółki, których imion nie znałam. Były ubrane i uczesane jak typowe lalunie, które myślą, że są fajne. Wszystkie miały ciemne włosy. Zaczęły się ze mnie śmiać.

- Dlaczego… mi… to… ROBICIE!!!!! – krzyknęłam.

- Bo jesteś ciapą i fajtłapą, a takich tu nie lubimy – odpowiedziała 1 z nieznajomych.

- Że co proszę! Jak śmiesz tak do mnie mówić?! To nie jest powód by mnie nękać! – byłam wtedy maksymalnie wkurzona.

Zauważyłam, że w ręku mam nadal to wiadro, które na mnie spadło. Zaczęłam się do nich zbliżać i zrobiłam minę psychopaty. Dziewczyny zaczęły się cofać do tyłu. W końcu zaczęły uciekać. Kiedy zobaczyłam, że próbują mi zwiać, zamachnęłam się i cisnęłam je z całej siły na jedną z dziewczyn, zanim się odwróciła. Upadła i uderzyła głową o podłogę. Z rany na jej czole zaczęła wypływać krew. Dziewczyny zatrzymały się i zaczęły panikować i nie wiedziały, co mają robić. Zaczęły znowu uciekać.

- Bójcie się mnie! – krzyknęłam i zaczęłam maniakalnie się śmiać.

Pobiegłam za nimi. Dorwałam 2 nieznajomą i pociągnęłam ją za włosy tak mocno, że upadła na podłogę. Zaczęła płakać. Zaczęłam ją ciągnąć w stronę klasy, ale ona cały czas się miotała. W końcu udało jej się wyrwać i znowu zwiewała. Ja tymczasem weszłam z powrotem do sali i wzięłam mój plecak. Wyszłam i znów w taki sam sposób rzuciłam w dziewczynę, która o dziwo wprost ustawiła się pod mój atak. Plecak trafił ją w twarz i upadła. Kiedy do niej podeszłam, z uśmiechem podniosłam mój plecak. Moim oczom ukazał się przerażający widok. Z pod jej głowy wypływała obwicie krew, a jej nos był rozbity i też krwawił. Chyba ją zabiłam. Na początku patrzyłam na nią z przerażeniem, ale potem znowu zaczęłam swój maniakalny śmiech.

Moją ostatnią ofiarą była Marlena. Odłożyłam plecak i zaczęłam biec do niej sprintem z miną psychopaty. Ona rzuciła się do ucieczki. Dobiegała właśnie do schodów, kiedy krzyknęłam :

- Stój!

- Dlaczego? – odpowiedziała ze strachem w głosie. – Zostaw mnie! Może oszczędzisz swoją byłą przyjaciółkę?

- Nie! Zbyt wiele złego mi zrobiłaś.

Kiedy to powiedziałam, podeszłam do niej i kopnęłam ją w brzuch. Dziewczyna zaczęła się chwiać i spadła ze schodów. Miałam nadzieję, że uderzy głową o jeden ze stopni, ale tak nie było.

Nagle usłyszałam głos nauczycielki, mówiący coś w stylu „Matko Boska! Co się stało?!”. Zaczęłam uciekać. Biegłam tak szybko jak nigdy. Porwałam w biegu mój plecak i uciekałam. Wiedziałam, że nie ucieknę daleko, dlatego musiałam zrobić coś, czego normalnie bym nie zrobiła – wbiec do męskiej toalety! Schowałam się w jednej z kabin. O dziwo wyglądała jak damska tylko czystsza. Serce waliło mi jak młot. Usłyszałam kroki nauczycielki. Wyszłam powoli z kabiny i wyjrzałam z łazienki. Zobaczyłam, że nauczycielka wchodzi do damskiej. Kiedy tam weszła, wybiegłam z męskiej i skierowałam się na 2 schody, zbiegłam na dół i popędziłam do szatni. Poszłam tam do łazienki i doprowadziłam się do porządku : wysuszyłam się i umyłam plecak. Na szczęście całe zajście uszło mi na sucho. Nikt nie mógł mnie podejrzewać.

Po powrocie do domu byłam przeszczęśliwa. Nawet rodziców zdziwiło moje zadowolenie, bo zwykle na pytanie „Jak było w szkole?” odpowiadałam „Dobrze.”. Natomiast dziś powiedziałam „Super.”. Kiedy odrobiłam lekcje, zasiadłam do komputera, żeby się odprężyć. Gdy komputer się włączył, od razu przyszła wiadomość na GG od nieznanego numeru. Jej treść brzmiała tak :

„Wiem co zrobiłaś. Ja też to kiedyś zrobiłem. [LINK]”

Nie wiedziałam co o tym myśleć. Byłam zaskoczona. Znowu ktoś mi przysłał dziwną wiadomość. Po chwili namysłu kliknęłam w link. Wyświetliła mi się strona mojego miasta. Był tam artykuł sprzed 2 lat. Dowiedziałam się z niego, że w mojej szkole popełniono morderstwo i ktoś zabił w łazience 2 chłopaków. W tej chwili mnie olśniło. Tej osobie, która do mnie napisała, chodziło o to, że to ona zabiła tych chłopaków. Byłam przerażona, ale odpisałam mu :

- Ty ich zabiłeś. To twoje dzieło, prawda?

Po minucie otrzymałam odpowiedź.

- Tak, to ja.

- Dlaczego ich zabiłeś?

- Ponieważ

  Oni

  Mnie wkurzali.

  Dokuczali mi.

  Miałem tego dość.

- Ale to nie jest powód, żeby zabijać.

- Myślisz, że jesteś inna?!

On miał rację. Przecież 2 godziny temu pobiłam 3 osoby.

- Masz rację.

  Mam pytanko : skąd wiesz co zrobiłam?

- Obserwowałem cię.

- Jak? O_O

- Przez okno, ale to nieważne. Spotkamy się w Halloween o 0:00 na cmentarzu?

- Co?! Oszalałeś?!

- Chcesz żebym cię zabił?

- Nie!!!

- To przyjdź. Porozmawiamy w 4 oczy.

I w tym momencie jego status zmienił się na niedostępny. Postanowiłam dodać go do kontaktów. Nie myliłam się. To był Hubert Gumka. Jego zdjęcie było tym samym, które znalazłam w domu Laury. Wtedy przypomniało mi się, że miał też konto na innej stronie, ale kiedy próbowałam go znaleźć, nie było już go. „Czyżby usunął konto?”, pomyślałam. „ Ale po co?”.

Następnego dnia wszyscy w szkole rozmawiali o tym, co stało się poprzedniego dnia. Policja była co prawda na miejscu i wszystkich pilnowała, ale podczas przesłuchań nikt nie wiedział, co wtedy zaszło. Do tego wszystkie dziewczyny, które pobiłam, były nieobecne. Pierwsza z nich leżała w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu, druga umarła, a Marlena miała tylko parę siniaków i złamaną rękę. Oczywiście wiadomość o śmierci jednej z nich najpierw mnie przeraziła, a potem bardzo ucieszyła. Szczególnie dlatego, że teraz tylko Marlena mogła powiedzieć komuś, że ja to zrobiłam, ale o dziwo nie powiedziała. Zapewne bała się mojej reakcji i to panicznie.

Po powrocie do domu, kiedy usiadłam do komputera, postanowiłam wejść na stronę mojego miasta. Na pierwszej stronie znajdował się artykuł o wczorajszej mojej napaści. Wtedy przypomniało mi się, że kamery były włączone i mogły mnie nagrać. Pod artykułem znalazłam nagranie z monitoringu. Wstrzymałam oddech, przełknęłam ślinę i włączyłam je. Kiedy tylko film dotarł do sceny, w której wchodzę ja, obraz zaczął śnieżyć jakby zaczął się psuć. Zakłócenia trwały do momentu, aż było już po wszystkim. Bardzo mnie to zaskoczyło. „To chyba nie mógł być Slender, prawda?”, powiedziałam sama do siebie. Cały czas miałam wrażenie, że ciąży nade mną fatum.

2 tygodnie później historia zaczęła się od nowa. Znowu zaczęto ze mnie rechotać. Ale tym razem to nie były dziewczyny, tylko cała tamta klasa. Do tego dostawałam coraz gorsze oceny. Nie wiem czy było to związane z myślami o prześladowaniu, czy przez odstresowywanie się, ale nie mogłam skupić się na nauce. Pewnego dnia dostałam niesprawiedliwie złą ocenę. Miałam tego dość. Za bardzo się wszystkim przejmowałam. Nie mogłam inaczej. Miałam słabą psychę. To było dla mnie za dużo. Chciałam skończyć ze swoim życiem.

Gdy tylko tego feralnego dnia skończyła się ostatnia lekcja i wyszłam ze szkoły, skręciłam w inną stronę niż zwykle. Schowałam się za jednym z budynków niedaleko szkoły, usiadłam na ławce, położyłam na ziemi plecak, wyjęłam piórnik, a z niego nożyczki. Postanowiłam, że się potnę. Zdjęłam rękawiczki i zaczęłam robić szybkie cięcia na mojej dłoni, jednak nic się nie stało. Każde bolało, ale nie krwawiłam. To było dziwne. Nie wiedziałam czy to wina nożyczek (mogły być tępe), czy też miałam wyjątkowo grubą skórę na dłoniach. Pomyślałam też o zdolności regeneracji. Moja dłoń zrobiła się cała różowa, nic więcej. Założyłam z powrotem rękawiczki, wzięłam wszystko i poszłam do domu. To doświadczenie nie uśmierzyło mojego bólu psychicznego. Nic nie dało.

Kilka dni później, kiedy wracałam z przychodni, bo znowu byłam chora, zobaczyłam coś dziwnego. Była już ciemna noc i mgła. W końcu był tydzień przed spotkaniem z Hubertem i środek jesieni. Kiedy wyszłam i zaczęłam iść do domu (poszłam tam sama) pomyślałam „Jaka mgła. Jeffy będą wyłazić. Na szczęście tu jest dosyć jasno dzięki latarniom, więc nic mi się nie stanie.”. Jak bardzo się myliłam. Kiedy miałam przejść na drugą stronę ulicy, odwróciłam głowę w prawo i zobaczyłam postać. Był to mężczyzna. Nie jestem pewna, ale wydawało mi się, że miał długie czarne włosy i białą kurtkę. Stał i patrzył się w moją stronę. Pomyślałam, że to Jeff. Zaczęłam uciekać jak najprędzej. Cały czas rozglądałam się, czy mnie nikt nie śledzi. Odczułam ulgę, gdy dotarłam do mieszkania. Było ono na drugim piętrze w bloku, więc byłam tam bezpieczna. Postanowiłam też opisać to zdarzenie, ale nikt mi nie uwierzył. Wszyscy pisali, że kłamię, że on żyje w Ameryce. Nie wiem, czy go wtedy widziałam, ale boję się o swoje bezpieczeństwo.

Spotkanie z Hubertem

Nadeszło w końcu Halloween. Postanowiłam, że po szkole pójdę do kina na horror. Ponieważ każdy, kto się przebrał, miał zniżkę na bilety, postanowiłam skorzystać z tej okazji. Mój strój był bardzo przemyślany. Założyłam fioletową bluzę, rajstopy, podkolanówki w czarno-żółto-zielono-fioletowe paski i spódniczkę w takie paski, czarne trampki i czarną perukę z doczepionym, fioletowym pasemkiem. Pomalowałam twarz białą kredką do twarzy, czarnym cieniem do powiek i czerwoną szminką. Wyglądałam jak Nina The Killer.

Dotarłam do kina. Była tam też Marlena. Gdy tylko ją zobaczyłam, odwróciłam się do niej tyłem. Ona na mnie spojrzała i zastanawiała się, kim jestem. Ja tymczasem odwróciłam się powoli do niej z miną psychopaty. Gdy tylko to zobaczyła, wystraszyła się i uciekła do sali kinowej.

Film bardzo mi się podobał. Opowiadał o dziewczynie, która była prześladowana przez rówieśników. O dziwo, była bardzo do mnie podobna, szczególnie aktorka, która ją grała. Pewnego dnia odkryła moce, dzięki którym ich wszystkich zabiła (ale tylko tych złych). Gdybym ja miała takie moce, nie musiałabym się tyle męczyć.

Po skończonym seansie, poszłam do domu. Musiałam poczekać, aż moi rodzice pójdą spać. Inaczej nie mogłabym się spotkać z Hubertem. To, że się jeszcze nie przebrałam, wytłumaczyłam trollowaniem na skypie i robieniem sobie zdjęć na Facebooka. Gdy wybiła godzina 23:00, moi rodzice już spali. Ja tymczasem wymknęłam się po cichutku z domu w tym kostiumie i poszłam na cmentarz. Nikogo tam nie było. Jedynym źródłem światła były znicze palące się na grobach, zapalone przez ludzi nieobchodzących Halloween. Zaczęłam iść wzdłuż głównej alejki. Zapaliłam latarkę, żeby cokolwiek widzieć. Nagle natrafiłam na postać. Stała do mnie przodem i patrzyła się na mnie swoimi pustymi, czarnymi oczami, jeśli mogę to tak nazwać. Wyglądała zupełnie jak na zdjęciu, tyle że miała na sobie ciemną kurtkę oraz czarne rękawiczki, szalik i czapkę. Ja natomiast miałam czarny płaszczyk w fioletową kratę, czarny beret, fioletowo-czarną arafatkę oraz czarne rękawiczki. W końcu odezwał się do mnie :

- Cześć! Jestem Hubert Gumka. Ładnie wyglądasz.

- Dzięki… eee… Jestem Patrycja Pomidor.

- Wiem. Czyżby wystraszyło cię moje ostrzeżenie?

- Może? A poza tym chciałam sprawdzić, czy jesteś prawdziwy.

- A wierzysz, że to ja ich zabiłem?

- Nie za bardzo… Ale sądząc po twoim wyglądzie, to chyba tak.

- A wiesz dlaczego to zrobiłem?

- Nie.

- To posłuchaj. Ja również byłem prześladowany za moje nazwisko, zachowywałem się podobnie jak ty, nie mam przyjaciół, byłem no-lifem. A to wszystko zrobiłem przez jeden mały incydent. Pewnego dnia poszedłem do łazienki w szkole, a za mną dwóch debili, którzy mi dokuczali. Nazywali się Przemek i Karol. Kiedy ich zobaczyłem, próbowałem uciekać, ale złapali mnie. Zamknęli mnie w jednej z kabin i wyszli, jak gdyby nigdy nic. Wołałem "pomocy", ale nikt mnie nie słyszał. W końcu wykopałem dziurę w drzwiach i dzięki niej otworzyłem drzwi. Wtedy oni wrócili. Zaczęli ze mnie kpić. Wyzywać mnie. Wtedy coś we mnie pękło. Nie wytrzymałem i zacząłem się z nimi bić. W końcu złapałem jednego za koszulkę i kopnąłem w plecy tak, że przewrócił się i uderzył głową w umywalkę. Drugiemu roztrzaskałem twarz, uderzając nim w lustro. Wtedy przyszła nauczycielka. Cała wina spadła na mnie. Wezwali policję. Opisali całe zdarzenie w Internecie. Ja tymczasem miałem trafić do psychiatryka. Myśleli, że jestem sadystą albo masochistą. Może i mieli trochę racji. Kilka dni przed wydaniem wyroku postanowiłem upodobnić się do Jeff'a. Stał się moim idolem. Dziękowałem mu za to, że odegrałem się na nich. Moich rodziców nie było wtedy w domu. Wziąłem wybielacz, piwo i zapalniczkę. Zrobiłem wszystko to, co Jeff. Kiedy już miałem się podpalić, przyjechali rodzice. Kiedy weszli, już się paliłem. Ugasili mnie i wezwali karetkę pogotowia. Mój czas wydłużył się, ale nie na długo. Kiedy zdjęli mi bandaże, oczywiście nie mogli mnie poznać. Moja skóra wybieliła się, z blondyna stałem się szatynem. Byłem dla nich brzydki, paskudny. Uważali, że jestem potworem. Ja tymczasem myślałem na odwrót – że jestem piękny. W noc po wyjściu ze szpitala, chciałem zakończyć transformację. Uśmiech mi wyszedł, ale oczy nie. Coś poszło nie tak i wypaliłem sobie oczy. Oślepłem. Moi rodzice, gdy tylko to zobaczyli, nie chcieli mnie znać. Wyrzekli się własnego i jedynego syna! Postanowiłem uciec, ale zanim to zrobiłem, użyłem skrytki, którą znalazłem kiedyś. Spakowałem tam list, który napisałem do rodziców, zanim wypaliłem oczy, Pana Gumkę, czyli gumkę z podsłuchem i zdjęcie, które zrobiłem w ogrodzie bardzo wczesnym rankiem, zanim uciekłem. Robiłem te rzeczy, bo wiedziałem, że tak to się skończy. Schowałem, ten mały prezent i uciekłem i nigdy już nie wróciłem. Potem błąkałem się tak, jak Jeff. Oto moja historia w skrócie.

- Łał… Jesteś podobny do Jeff'a. Ale nie zrozumiałam, kiedy zrobiłeś te rzeczy. Wiesz, te z pudełka.

- Najpierw zrobiłem Pana Gumkę. Słyszałem, że tak go nazwałaś. Nudziło mi się na lekcji i postanowiłem upodobnić go do Jeff'a. Potem włożyłem w niego podsłuch i bawiłem się w szpiega – powiedziawszy to, pokazał słuchawkę do podsłuchu. – List napisałem, kiedy wyciąłem sobie uśmiech w łazience. Byłem mało wrażliwy na ból, więc nie bolało, aż tak bardzo, jak powinno. Napisałem go, bo chciałem wyjaśnić moim rodzicom, dlaczego to zrobiłem, ale treść wyszła dwuznaczna. Natomiast jeśli chodzi o zdjęcie w ogrodzie, zrobiłem je po tym, jak moi rodzice na mnie nakrzyczeli i kazali mi się wynosić. Spakowałem się, poszedłem do ogrodu i zrobiłem je aparatem drukującym zdjęcia. Potem wszystko włożyłem do pudełka i ukryłem. Nie wiem, po co była ta skrytka i kto ją zrobił, ale mi się przydała. Następnie wziąłem wszystkie moje rzeczy i uciekłem z domu, gdy rodzice spali. Nie chciałem ich zabić, kochałem ich, ale widać oni mnie nie, skoro tak postąpili.

- Czyli, że mnie podsłuchiwałeś?

- Tak, rodziców też podsłuchiwałem.

- Ale wybaczyli ci chociaż?

- Nie! Cały czas na mnie narzekali. Potem mieli wyrzuty sumienia, że uciekłem i chcieli mnie szukać, ale gdy postanowiłem wrócić, znowu mnie wygonili, więc znowu uciekłem.

- Szczęście, że ich nie zabiłeś.

- Tak, szczęście, ale kiedyś to zrobię. Tylko nie wiem gdzie są. Przeprowadzili się.

- A jak widzisz? Przecież jesteś niewidomy?

- Widzę bez oczu. Jak Bezoki Jack.

- A… To może już pójdę, zimno i w ogóle.

- Czekaj! Chcę ci pokazać jeszcze coś.

- Co?

- Choć za mną.

Poszłam za nim. Pokazał mi dwa groby. Należały do tych chłopaków, których zabił. Gdy tylko usłyszałam, co to za ludzie, zasłoniłam usta rękami. Nie mogłam w to uwierzyć. To byli naprawdę oni. Hubert w końcu mnie puścił. Porozmawiałam z nim jeszcze przez chwilę i dowiedziałam się, że mieszka znów w naszym mieście, w jakimś opuszczonym domu i że wtedy przy przychodzi to był on. Potem pożegnałam się z nim i wróciłam do domu. Byłam przemarznięta. Było naprawdę zimno. Rodzice cały czas spali i nie zorientowali się, że mnie nie było przez 1 i pół godziny. Myśleli, że przez ten czas spałam. Kilka dni później, kiedy skończyła się przerwa, wróciłam do szkoły. Niestety nie był to miły czas. Zwłaszcza po pójściu naszej klasy do kina…

Narobiłam sobie wrogów

Poszliśmy na film o powstaniu warszawskim. Niestety nie obyło się bez żartów z mojej strony. Zanim film się zaczął i trwały reklamy, mój zegarek się wyzerował i nie chcieli mi powiedzieć, która godzina. Cały czas mówili, że jest później niż było, że przespałam ten czas, że czekamy tu już tyle czasu i jeszcze przysięgali, że mówią prawdę. Czy oni uważają mnie za idiotkę? Ja nie mogę zasnąć, kiedy jestem w takim miejscu jak kino, to po pierwsze. Po drugie, to nie jest dla mnie śmieszne. Kiedy w końcu chciałam sobie pójść do innej loży (tak, siedziałam w loży), dopiero mi powiedzieli. Do tego nasza Pani powiedziała, żeby się nie śmiać, bo to poważny film. Ja jednak 2 razy się zaśmiałam. Raz bo jakiś facet w filmie wkurzył się i krzyknął głośno: k**wa!, a drugi bo jeden z powstańców zaskoczył Niemca od tyłu i zrzucił go z wysokości. Ja tam cieszę się jak źli ludzie giną, jednak wszystkim to przeszkadzało i się na mnie obrazili.

Po powrocie do szkoły, w szatni, wszyscy mieli do mnie pretensje, że się wtedy śmiałam. Próbowałam im wytłumaczyć, że inni też się śmiali z tych rzeczy i że są za poważni, ale do nich to nie docierało. Gadali, że nie mam serca. W końcu nie wytrzymałam, ubrałam się najszybciej jak potrafiłam i wybiegłam z płaczem ze szkoły. Kiedy z niej wyszłam, jacyś chłopcy mnie wołali i chcieli zaczepić, ale ja odwróciłam się do nich i pokazałam środkowy palec. Nie obchodziło mnie ile osób to widziało i czy byli tam jacyś nauczyciele. Chciałam, żeby się ode mnie odwalili. Byłam tak zdesperowana, że chciałam popełnić samobójstwo. Byłam bardzo wrażliwa.

Najpierw schowałam się za pomnikiem, który stał przed biblioteką, która była niedaleko szkoły. Kiedy wypłakałam się, wyszłam zza niego i skierowałam się w stronę ulicy. Nie zauważyłam, że idą właśnie Ela, Klaudia i Laura. Zobaczyły co chcę zrobić i próbowały mnie powstrzymać. Już miałam wbiec na ulicę pod pędzący samochód, kiedy poczułam szarpnięcie za rękę. Przewróciłam się. Popatrzyłam przestraszona w górę. Stały tam moje kumpele. Ela wyciągnęła rękę i pomogła mi wstać.

- Co ty chciałaś zrobić? – zapytała.

- Zabić się! Skończyć z tym wszystkim. Mam tego dość! – znowu zaczęłam płakać.

- Ale dlaczego chciałaś się zabić?! – spytała zaskoczona Laura.

- Bo wszyscy się na mnie uwzięli. Cały czas mi dokuczają, śmieją się ze mnie, cały czas żartują ze mnie. Ja się nie znam na żartach. Ja wszystko biorę na poważnie. Ja już nie wytrzymuję psychicznie…

- Nie słuchaj ich. To są debile. Nie przejmuj się – każda próbowała mnie jakoś pocieszyć, ale na próżno.

Poszłyśmy do swoich domów. Na szczęście jestem świetną aktorką i mój tata nie zorientował się, że wcześniej płakałam.

Bunt

Postanowiłam nie chodzić do szkoły. Kiedy zaczęłam się tak buntować, rodzice krzyczeli na mnie, grozili karą na komputer, jak zwykle z resztą. Czy oni naprawdę nie rozumieli mojej sytuacji? Ja stałam się agresywna, cały czas płakałam, oczy mnie już od tego bolały. Mój ojciec jak zwykle kiedy się buntowałam, groził, że uderzy mnie pasem. Ja wtedy darłam się na niego, że zrobię mu to samo. Rodzice zaczęli załamywać ręce. Nie wiedzieli co mają robić. Chcieli wezwać na pomoc psychologa albo psychiatrę. Pewnego dnia usłyszałam pukanie do mieszkania. Podeszłam do drzwi od mojego pokoju i nasłuchiwałam.

- Dzień dobry! – powiedział głoś jakiegoś chłopaka.

- Kim jesteś? – zapytała moja mama.

- Jestem Hubert. Kolega Patrycji ze szkoły. Martwię się o nią. Długo nie ma jej w szkole.

- Wejdź. Nie wiem, czy będzie chciała z tobą rozmawiać. Jest w ciężkim stanie.

- Myślę, że spróbuję do niej dotrzeć.

Usłyszałam kroki do moich drzwi. To nie mógł być on. Natychmiast wskoczyłam z powrotem do łóżka i udawałam, że cały czas tak leżałam. Drzwi się otworzyły. Do pokoju wszedł jakiś chłopak. Nie rozpoznałam go od razu. Kiedy zamknął drzwi, zapytałam :

- Kim jesteś?

- Nie poznajesz mnie? To ja, Hubert Gumka.

- Co?! Hubert?! Jak to?! Wyglądasz jakoś inaczej.

Byłam zaskoczona. Hubert miał twarz jak zwykły człowiek, czyste włosy i oczy.

- Pewnie zastanawiasz się, dlaczego tak wyglądam? Cóż mam znajomego psychopatę, który zna się na robieniu masek. Podobno zrobił też maski dla innych psychopatów z wyciętymi ustami. Robi też sztuczne oczy.

- Tttto dla Jeff'a też zrobił?

- Bardzo możliwe.

- Co ty tu w ogóle robisz?

- Chcę ci pomóc.

- Nikt mi już nie pomoże.

- Skoro nie chcesz sobie pomóc, może chociaż zemścisz się na osobach, które doprowadziły cię do takiego stanu.

- Co!? Nie wiem, czy bym potrafiła.

- Potrafisz.

- Hm… Masz rację. Chyba umiem.

Hubert usiadł na moim łóżku, a ja obok niego.

- To dobrze, przyszykujemy im niezłą niespodziankę. Na razie idź do szkoły, zachowuj się w miarę normalnie i nie pokazuj nikomu, że coś planujesz. Po za tym możesz wymyślić sobie jakiś image, strój, tekst, pseudonim. Wiesz, żeby było bardziej creepy.

- No dobrze… ale co, gdzie i jak?

- Obgadamy to gdzieś indziej. Tutaj mogą nas usłyszeć. Może wybierzemy się na spacer?

- Na spacer? A co jeśli domyślą się, że coś jest nie halo?

- Nie martw się. Coś wymyślimy.

Po tych słowach zaczęłam darzyć Huberta sympatią. Nie wiem dlaczego, ale polubiłam go. Był dla mnie taki miły i zachowywał się jak przyjaciel. Czyżby powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, było opisem mojej sytuacji? Nie wiem.

Hubertowi udało się przekonać moich rodziców do naszego wyjścia na spacer. Powiedzieliśmy im, że idziemy do parku, na który wszyscy mówili „Księży Lasek”, ale tak naprawdę poszliśmy do prawdziwego lasu za miastem. Nagle na jednym z drzew zauważyłam dziwny znak. Wyglądał jak przekreślone kółko. Wtedy Hubert odezwał się jakby do siebie :

- Widzę, że tutaj byli.

- Kto?

- Proxy.

- Jacy Proxy? Co to w ogóle jest?!

-To pomocnicy Slendermana. Ja też jestem jednym z nich.

- Tak? Jakoś nie wyglądasz. Od kiedy jesteś tym całym Proxy?

- To zaczęło się po tym, jak uciekłem. Błąkałem się bez celu po okolicy i unikałem policji. Pewnego dnia uciekłem do lasu. Cóż, ciężko było tak chodzić, gdy nic się nie widziało, ale jakoś sobie radziłem. I właśnie wtedy spotkałem Slendermana. Najpierw szumiało mi w uszach. Potem zemdlałem. Gdy się obudziłem, wiedziałem, że to już nie jest las. Nie wiem gdzie byłem. Może w innym wymiarze? Wtedy Slender zaproponował mi, że da mi wzrok i moce w zamian za służbę. Z początku myślałem, że jestem w piekle i mówi do mnie szatan, ale zorientowałem się później, że się myliłem. Kiedy odzyskałem wzrok i go ujrzałem, wiedziałem, że to ta sama postać, którą widziałem na SomethingAfwul. Zgodziłem się wtedy. Poznałem też parę innych Proxy takich jak Masky czy Hoodie. Dzięki moim nowym mocom stałem się szybszy i silniejszy niż byłem wcześniej. Potrafiłem też wpływać na cudze sny i przesyłać tam coś w rodzaju zakodowanych wiadomości. Nie wiem czy wcześniej tak potrafiłem, ale to było fajne.

- Jak Slender do ciebie mówił? Przecież nie ma ust.

- Ale porozumiewa się telepatycznie.

- Czyli, że jak mówiłeś, że chciałeś mnie przed czymś ostrzec, to miałeś na myśli Slendera?

- Tak jakby. On chce byś też została Proxy. Obserwuje cię od dłuższego czasu i nawiedza cię w snach.

Po tych słowach odjęło mi mowę. Dotarło do mnie, że te wszystkie sny ze Slendermanem były wizjami. Wszystkie te historie o snach z nim okazały się prawdą! Miałam ochotę się rozpłakać, bo myślałam, że zaraz pojawi się Slender i mi coś zrobi, ale tak się nie stało.

- Wiem, że to strasznie brzmi, ale to prawda. A ten sen o tym pliku, to po prostu taka mieszanka naszych myśli. Ty dodałaś coś od siebie i ja dodałem.

- Chcesz powiedzieć, że ten plik nie istnieje naprawdę?

- Istnieje. Stworzył go ktoś, kto spotkał Slendera. Te zdjęcie, które ci wtedy wysłałem, to jedyny dowód na istnienie tego pliku.

 - Aha. A co my tu w ogóle robimy? Mam nadzieję, że nie sprowadziłeś mnie jako ofiary dla tego potwora.

- Spokojnie. Nie sprowadziłem cię po to, byś poznała Slendra, ale kogoś innego…

Daerina

- Kogo? – spytałam. Miałam już dość trzymania mnie w tej niepewności.

- Sobowtóra.

- Że co?! Myślałam, że do nikogo nie jestem podobna, a ty sprowadziłeś mnie po to, by pokazać mi mojego sobowtóra?!

- Nie chodzi mi o osobę do ciebie podobną, tylko o demona. Sobowtór jest demonem, potrafiącym zmienić się w dowolną osobę. Nie pamiętam nic więcej o nim, ale wydaję mi się, że jest fajny.

- Fajny? Ja tam wolę być jedyną taką osobą w tym mieście.

Spojrzałam w stronę lasu i wytrzeszczyłam oczy. Ujrzałam ją. Wyglądała zupełnie jak ja! Miała długie, pofalowane blond włosy i moje ciało. Ale było w niej też coś mrocznego. Jej oczy były całkowicie białe! Jak u Herobrine’a! Jej włosy wydawały się zachowywać jak macki Slendera. Miała na sobie sukienkę podobną do mojego płaszcza, który opisałam wam w poprzedniej części i moje zimowe buty, przypominające glany. Wyglądała dziwnie. W końcu na żadnym z drzew nie było już ani jednego listka, a ona była ubrana tak lekko. Na twarzy miała wymalowany złowrogi uśmiech.  Nagle wyciągnęła rękę w moją stronę. Zauważyłam, że ma bardzo długie paznokcie, spiłowane na kocie. Zaczęła podchodzić coraz bliżej mnie. W końcu nie wytrzymałam i zaczęłam uciekać. Byłam przerażona, ale nie potrafiłam krzyczeć w strachu. Gdy wybiegłam z lasu, zorientowałam się, że nie ma ze mną Huberta. Po jakimś czasie dogonił mnie.

- Wiesz – powiedział Hubert. – To nie był dobry pomysł. Ona chciała mnie udusić.

- Poważnie? Lepiej chodźmy stąd. Jeszcze nam coś zrobi.

Wróciliśmy do mojego domu. Hubert dał mi swój numer i powiedział, że oddzwoni. Ja tymczasem miałam pójść do szkoły i zachowywać się normalnie, jak gdyby nigdy nic.

W szkole wytłumaczyłam moją nieobecność chorobą. Na szczęście uwierzyli mi. Jednak nie wszystko było OK. Ktoś wygadał wszystkim, co chciałam zrobić i zaczęli mówić na mnie samobójca albo pytać się „Jak się nazywa psychiczna Patrycja?”. Odpowiedź była prosta – Psychopatka. Postanowiłam, że to będzie moje nowe imię. Wystarczyło dodać drugą wielką literę w tym słowie. Ale nie to było najgorsze – cały czas widziałam tę demonkę. Nazwałam ją Daerina. Połączyłam słowa daemon i Herobrine i zmieniłam na żeńską formę.

Ona cały czas mnie prześladowała. Gdy tylko wyjrzałam przez okno, ona tam (na dworze) stała. Często gdy gdzieś szłam, pojawiała się i pokazywała makabryczne rzeczy. Stała cała we krwi, trzymała odciętą głowę mojego wroga albo stała cała we krwi, a wokół leżały ciała moich wrogów. Zawsze miała ten cholerny złowrogi uśmiech! Miałam dosyć jej iluzji. Przerażały mnie. Cały czas się nasilały. Kiedyś chciałam w nocy odsłonić okno, a ona tam stała! Na parapecie za oknem!

Ostatni raz, kiedy ją widziałam, byłam sama w domu. Była wtedy sobota. Siedziałam i oglądałam telewizję, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam i wyjrzałam przez wizjer, ale nikogo tam nie było. Zamknęłam na chwilę oczy i w sekundę pojawiła się tam Daerina. Tak się wystraszyłam, że aż odskoczyłam. Cofnęłam się i poczułam, że na coś wpadłam, ale to nie była szafa w korytarzu. Odwróciłam się powoli i znów zobaczyłam ją! Zaczęłam krzyczeć! Pierwszy raz krzyczałam nie ze złości, tylko ze strachu. Zaczęłam płakać. Kiedy moi rodzice wrócili, zastali mnie wystraszoną, leżącą i skuloną na kanapie. Postanowili, że zabiorą mnie do specjalisty.

Wizyta

Nie wiem, czy zabrali mnie do psychologa, czy psychiatry, ale ta pani była dla mnie bardzo miła. Najpierw pytała mnie o moje dane osobowe. Byłam przekonana, że je zna, więc zdziwiło mnie, że o nie pytała. Moja lekarka je znała. Później zaczęłam jej opowiadać o przyczynach mojej psychozy.

Wszystko zaczęło się w przedszkolu. Moi rodzice rzadko kiedy pozawalali mi wyjść na dwór, więc zazwyczaj siedziałam w domu. A ja tak chciałam bawić się z tymi dzieciakami. Jedynym moim przyjacielem był mój sąsiad – Bartek. Miał tyle samo lat co ja. Jednak po pewnym czasie znalazł sobie kolegów i przestaliśmy się ze sobą przyjaźnić. Do przedszkola zaczęłam chodzić, jak miałam 6 lat. Pewnie gdyby nie to, że chciałam tam chodzić, by mnie nie puścili. Tam nie byłam przygotowana na krytykę. Zawsze mnie przezywali ze względu na moje nazwisko, a przecież jego się nie wybiera. W szkole było jeszcze gorzej. Cały czas mnie podpuszczali, przezywali, bili, śmiali się ze mnie. Do tego jeszcze moi rodzice wywierali na mnie straszną presję, jeśli chodzi o oceny. Mieli na tym punkcie jakąś obsesję! Jak tylko dostałam jakąś złą ocenę, dawali mi karę. Do tego kiedy się nie słuchałam, mój ojciec mnie bił! Przez to strasznie stresowałam się ocenami, cały czas się uczyłam, nie wychodziłam na dwór. W końcu przestało mi na tym zależeć. Teraz wolę siedzieć cały czas w domu, bo po co mam wychodzić na dwór. I to wszystko przez moich nadopiekuńczych rodziców! Do tego jeszcze cały czas chcą, żebym została lekarzem, ale ja nie chcę nim być! Przy moim zdrowiu psychicznym i niskiej samoocenie, boję się, że przeze mnie pacjent umrze albo ja go zabiję.

Pani psycholog zrobiła mi jeszcze parę testów tymi śmiesznymi kartkami z plamami. Miałam powiedzieć, co na nich widzę. Według mnie na wszystkich znajdowały się plamy, kałuże i rozgniecione robale (byłam sadystką, jeśli chodzi o ich zabijanie). Zadała mi jeszcze kilka pytań i doszła do wniosku, że mam nerwicę natręctw i pojnefobię, a ponadto jestem masochistką i sadystką. Nie wiem jak mogłam być masochistką, przecież nie lubiłam czuć bólu, ale chciałam się samo okaleczać. Dała mi jakieś leki na uspokojenie i mogłam pójść do domu. Rodzice dziwnie się na mnie patrzyli.

Ja nie zamierzałam brać tych głupich leków. Czytałam, że jak się bierze takie leki, to ma się myśli samobójcze, więc nie brałam ich. Cały czas je gdzieś chowałam albo wyrzucałam.

Pierwsze morderstwo

Nie wiedziałam dokładnie, kiedy Hubert planuje zemstę, ale coś długo mu to szło. Minęło kilka miesięcy i nic. Co prawda nadal się spotykaliśmy i rozmawialiśmy, ale nie było żadnego mordowania.

Zaczął się kwiecień. Ja jakoś się trzymałam, ale wolałam zostać PsychoPatką. Jednak od jakiegoś czasu znowu zaczęto mnie prześladować i pewnego dnia nie wytrzymałam.

Postanowiłam wyjść z psem na spacer. Nie wspominałam  o nim? Cóż, nie było okazji. Mój pies nazywa się Sonic, bo jest bardzo szybki i jest małym, czarnym kundelkiem. Bardzo go kochałam. Był już ze mną 3 lata, odkąd go przygarnęłam z ulicy. Jak już mówiłam, poszłam z nim na spacer do „Księżego Lasku”, czyli do takiego parku w naszym mieście. Postanowiłam spuścić go ze smyczy, żeby sobie pobiegał. I tak by mi nie uciekł. Ja tymczasem zaczęłam się rozglądać i przechadzać po okolicy. Znalazłam pełny pistolet na wodę. Pewnie zostawiło go jakieś dziecko. Chwilę potem przyszedł SMS od koleżanki. Zaczęłam z nią pisać i nie pilnowałam już Sonica. Nagle usłyszałam szczekanie, potem skowyt i jakiś śmiech. Odwróciłam się zdziwiona i stanęłam jak wryta. Mój pies…

Mój pies nie żył! Miał wielką dziurę w brzuchu, z której obficie wypływała krew. Do oczu zaczęły napływać mi łzy.

- SONIC!... WY… WY MORDERCY! – zaczęłam się na nich wydzierać. Ogarnęła mnie ogromna wściekłość i rządza mordu. – DLACZEGO TO ZROBILIŚCIE WY SKURWYSYNY!

- Bo twój pies by nas wydał. Hehehhe!

Dopiero teraz do mnie dotarło. Oni palili papierosy, a mieli tyle samo lat co ja! Mój pies na nich szczekał, bo tak samo jak ja nienawidził papierosów. Ale dlaczego go zabili? Mogli pójść po prostu gdzieś indziej.

Byłam tak wściekła na nich, że podniosłam pistolet na wodę i zaczęłam strzelać do nich. Po chwili wszyscy byli mokrzy i mieli zgaszone papierosy. Wkurzyli się na mnie.

- JUŻ NIE ŻYJESZ, SUKO! – krzyknął największy z nich. Było ich 4. To ten skurwiel zabił mojego psa.

Oni zaczęli podchodzić coraz bliżej, ja tak samo. Podeszłam do jednego z nich i kopnęłam w krocze. Upadł na ziemię. Reszta chciała się na mnie rzucić i mnie pobić, ale byłam od nich szybsza i zaczęłam z całej siły ich okładać. Pierwszego z nich odepchnęłam tak mocno, że uderzył z impetem w drzewo. Drugiego złapałam za gardło i zaczęłam dusić, jednocześnie zaciskając moje długie paznokcie na jego szyi i waląc jego głową w drzewo. W końcu przestał się wiercić. Puściłam go. Upadł bezwładnie na ziemię. Tymczasem pierwszy wstał i przewrócił mnie na ziemię. Przez niego byłam cała brudna! Zrzuciłam go natychmiast i zaczęłam kopać, gdzie tylko się dało. Nagle wkroczył do akcji ostatni z nich. Miał przy sobie nóż. To był jakiś psychopata! Chciał mnie zadźgać.

- Zostaw mnie – powiedziałam.

- Nie!

Zaszłam go od tyłu i przewróciłam. Upuścił nóż. Kiedy próbował go podnieść, nadepnęłam na jego dłoń i sama go podniosłam. Zaczęłam wariować i psychopatycznie się śmiać. Robiłam cięcia na całym jego ciele. W końcu przejechałam po jego gardle, mówiąc „Skoro nie chcesz mnie zostawić, idź spać, mój wrogu.”, ale to nie był koniec. Podeszłam do ostatniego żywego i wbiłam mu nóż w serce.

Zobaczyłam, że jestem cała we krwi. Podeszłam do poprzedniej ofiary i zaczęłam zlizywać z jej ran krew. Czułam się jak wampir… jak potwór… jak morderca.

Przypomniał mi się mój pies. Podeszłam do niego. Nagle moja psychoza zniknęła. Zaczęłam iść coraz wolniej. W końcu upadłam na kolana, uniosłam głowę i zaczęłam krzyczeć.

- Nieeeeeeeeeee! Sonic!

Po jakimś czasie podniosłam go i zaczęłam z nim iść do domu. Wszyscy ludzie patrzyli się dziwnie na mnie. Czy oni myśleli, że ja go zabiłam? Kiedy rodzice otworzyli mi drzwi, byli w szoku. Powiedziałam im, co się stało, zmieniając nieco część o zabijaniu i mówiąc, że ktoś mnie przed nimi uratował, ale uciekł.

Następnego dnia, w szkole wszyscy mówili o tym, co się stało. Ja nie chciałam nic mówić, bo byłam w żałobie. Po lekcjach, przed wejściem do budynku, zauważyłam jakąś obcą mi kobietę. Miała brązowe, pofalowane włosy do ramion i piwne oczy. Była ubrana w jasnobrązowy płaszcz. Powiedziała, że nazywa się detektyw Monika i bada sprawę tajemniczych morderstw w naszym mieście. Myślę, że wiedziała, że to ja. Dziwnie się na mnie patrzyła.

Ostatnie wydarzenia

Pewnego dnia stojąc przed lustrem, ujrzałam Daerinę. Była tam zamiast mojego odbicia.

- Dawno żeśmy się nie widziały – powiedziałam.

Uśmiechnęła się. Zaczęła robić rzeczy, które ja za chwilę powtórzyłam. Spiłowałam swoje paznokcie tak, by były ostre i pomalowałam je krwistoczerwonym lakierem. Spiłowałam też kły, by wyglądały na wampirze. Dzięki mojej bladej skórze i podkrążonym oczom naprawdę wyglądałam jak wampir.

Nie wiem co mi odbiło, ale dziwnie się z tym czułam. Dowiedziałam się tego samego dnia od Huberta, że jutro czeka mnie upragniona zemsta.

Następnego dnia (sobota), powiedziałam, że idę do koleżanki. Tymczasem miałam iść na wendetę. Ubrałam się w granatowe jeansy-rurki, bordową bluzkę na długi rękaw, czarne trampki i ciemnoniebieską kurtkę-bejzbolówkę z białymi literami H i S po jednej stronie. Rozpuściłam też moje włosy. Sięgały mi za talię. Wzięłam też potajemnie nóż.

Poszłam do starej, opuszczonej fabryki. Czekał tam już na mnie Hubert. Był ubrany w te same ciuchy, co na zdjęciu, tyle że miał na sobie dodatkowo czarno-zielone adidasy. W jednym z pomieszczeń byli zamknięci moi wrogowie. Nie byli to jednak wszyscy. Wyciągaliśmy po jednym i mordowaliśmy. Ja np. podrzynałam gardło moim nożem lub dusiłam, wbijając moje paznokcie w szyję. Używałam też moi zębów. O dziwo działały. Hubert używał swojego noża i mówił „Zamknij się i zgiń.”. Po chwili z pomieszczenia, w którym byliśmy, zrobiła się krwawa rzeź.  Ja tymczasem wysysałam krew z niektórym trupów.

Została ostatnia osoba. To moja była psiapsiółka – Marlena. Kiedy wyszła, próbowała uciekać, lecz zaczepiła o naszą pułapkę i wylał się na nią kwas solny. Upadła na podłogę i krzyczała z bólu. Podeszłam do niej i powiedziałam :

- Zostaw mnie albo idź spać, mój wrogu.

- O co ci chodzi!? Dlaczego mam cię zostawić!?

- Dlatego, że mam dość tego, że udawałaś moją przyjaciółkę! A skoro wybierasz drugą opcję, to idź spać, mój wrogu.

Powiedziałam i zrzuciłam z wysokości, na której byłyśmy.

To już koniec mojej opowieści. Wiecie już dlaczego zabiłam. Teraz jestem poszukiwana, bo po tym incydencie uciekłam z Hubertem i zostałam pomocnikiem Slendera. Pamiętajcie, że jeśli będziecie komuś dokuczali, ta historia może znaleźć odzwierciedlenie w waszym życiu. A co z resztą moich wrogów? Nadal ich zabijam. Więc pamiętaj osobo, która mnie teraz prześladujesz, masz dwa wyjścia: Zostaw mnie albo idź spać, mój wrogu.


Autor: Luzerka1212

Oparte na faktach.

Nie wyrażam zgody na przenoszenie tej pasty gdziekolwiek bez mojej zgody.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki